sobota, 28 marca 2015

Od Shiro CD Greya

Kiedy dowiedziałam się, że Grey wyruszył w podróż, postanowiłam zrobić to samo, ale w innej intencji. Wzięłam Tarumi i ruszyłyśmy przed siebie. Chciałyśmy odnaleźć sposób na odczarowanie Tarumi. We dnie szłyśmy, a w nocy zbierałyśmy siły. Kiedy byłyśmy w górach, zaatakował nas potwór.
Nie umiałyśmy się obronić. Ja nie używałam magii, a Tarumi była tylko małą dziewczynką. Kiedy pędził w naszą stronę, wspięłyśmy się na drzewo. Nie wytrzymało ono jednak długo, bo po jednym uderzeniu stwora, runęło na ziemię. Mnie przygniotła wielka gałąź, a Tarumi nie zamierzała mnie zostawić. Byłyśmy w krytycznej sytuacji. Wtedy pojawiła się ona.
Szybsza od błyskawicy, zwinniejsza niż wiatr. Końcówka jej ogona płonęła, a miecz ciął twardą skórę stwora jak masło. Jej styl walki...był piękny. Ona...znałam ją...z legend, ale znałam. Nazywana była "Tańcząca z ostrzami". Rzeczywiście tańczyła. Kim była? Według legend, była dobrym duchem gór. Umiała przybrać postać małego liska. Co dziwniejsze, z takim samym liskiem zawsze chodziła. Jakby miała rozdwojenie jaźni i drugą część ukryła w nim. Przechodząc do jego ciała, łączyła swoje jaźnie. Dlatego legendy powiadają, że jako lis posiada ogromną moc i jest nieprzewidywalna...niestabilna. Ogon jej lisa był jakby z dymu...to znaczy jego końcówka, a czoło płonęło błękitnym ogniem. Był malutki, z czymś na szyi. Co dziwniejsze, gdy ona walczyła, nic nie robił, tylko biegał między jej nogami...jednak nie do końca biegał...on...jakby latał. To wszystko, co razem robili, przypominało układ taneczny. Jednak to nie do tego zmierzał lisek. On też walczył. Jego moc w jakiś sposób wpływała na wroga. Nikt jednak nie wie, czy to prawda i jak. On po prostu...nie przeszkadzał jej...tak myślę...Zanim zdążyłam połączyć te wszystkie wątki, ona ścierała krew ze swego ostrza. Nim do nas doszła, na potworze wyrosły kwiaty i trawa. Schowała miecze do pochw, spojrzała co z liskiem, który wciąż był przy jej nodze i spojrzała się na nas. Drzewo od razu stało się lżejsze, a brzuch, który został przygnieciony nie bolał. Wydostałam się spod gałęzi i podeszłam do dziewczyny.
-Dziękuję...yyyy....
-Carina.-Uśmiechnęła się.-Ten mały, to Enigma. A wy...-Zaczęła nam się przypatrywać.
Jednak nie czekała aż podamy imiona. Po prostu nas "obczajała". Mimo to z pośpiechem powiedziałam:
-Jestem Shiro, a to Tarumi...
-Tarumi...Tarumiiiiii? TARUMI?!
-C-coś nie tak?-Zapytała cicho.
-TAK! NIE! ... TARUMI!- Carina mocno uścisnęła Tarumi.
-O co chodzi?!-Krzyknęła zaskoczona.
-C-cóż...
-Znasz ją?-Zapytałam.
-Nie. Pierwsze widzę.-Odsunęła się Zadziwiająca postać.-Słyszałam o tobie całkiem sporo...twoja matka jest takim zadziwiającym smokiem...
-ZNASZ MOJĄ MATKĘ?!-Krzyknęła chwytając Carinę za ramiona.
-Hum...wiem też jak Ci pomóc, ale po kolei...
<Co dalej Grey(jeśli nie Grey to ktokolwiek twój)?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz