Legenda szkoły
Kiedy pewien podróżnik zgubił się w lesie, szukał wyjścia, ścieżki. Czegokolwiek. Szukał bardzo długo. Wyjścia nie było widać, a słońce schodziło ku zachodowi. Kiedy kompletnie się ściemniło, mężczyzna nie miał pojęcia co zrobić. Usiadł na wielkim, powalonym drzewie i zakrył twarz dłońmi próbując pozbierać myśli. Rozmyślania przerwał mu dziwny dźwięk, który usłyszał. Był to przepiękny śpiew rozbrzmiewający w całym lesie. Jednak śpiew to nie wszystko. Jak przez zaklęcie, rośliny zaczęły świecić, rozjaśniając cały las. Na niebie pojawiły się miliony gwiazd, a samo niebo zmieniło kolor na połączenie niebieskiego z fioletowym. Jednak skąd dochodzi ten piękny śpiew, który wprowadził mężczyznę w ten stan jak ze snu? Mężczyzna zaczął się rozglądać szukając źródła głosu. Po kilku minutach szukania, zauważył siedzącą na liściu wróżkę. Była ona jednak...smutna. Siedziała trzymając się za kolana z czarnymi włosami zasłaniającymi twarz. Przyglądał się jej chwilę i zobaczył...malutką łezkę. Wróżka płakała. Zauważył jednak coś jeszcze. Jej usta...to ona śpiewała tą magiczną pieśń. Nawet kiedy skończyła śpiewać, najwyraźniej kontynuowały to inne wróżki, ale dołączyły dopiero jak mężczyzna ją zauważył.
-Witaj...-Odpowiedział w końcu. Wróżka spojrzała nagle na mężczyznę. Jakby wystraszona...-Dlaczego płaczesz?-Wróżka milczała. Po chwili ciszy, odpowiedziała ignorując moje pytanie.
-Chodź za mną...-Wróżka pociągnęła mężczyznę. Po jakimś czasie, mężczyzna ujrzał wyjście z lasu. Szczęśliwy podziękował wróżce i zapytał o jej imię. Ona odpowiedziała:
- Jestem Carina. Proszę...powstrzymaj zniszczenie lasu...-I odleciała. Mężczyzna nie bardzo zrozumiał to, co powiedziała Carina...
Do wycinki lasu doszło tydzień później. Mężczyzna nie zdążył ich powstrzymać. Kiedy bezradnie patrzył na wycinkę, zobaczył Carinę. Po policzku spłynęła jej łza i odleciała.
Nigdy nie dowiemy się w jaki sposób, ale mężczyzna wykupił ziemie i wybudował tam magiczną szkołę. Nazwał ją "Szkoła melodii wróżek" na cześć śpiewu Cariny. Miał nadzieję, że dzięki temu, Carina mu wybaczy...
Carina:
Demon
Historia ta, wydarzyła się jeszcze zanim powstała ta szkoła. Pewien mężczyzna wracał do domu normalnie, jak co dzień przez las. Tak samo jak co dzień, było już ciemno. Jednak tej nocy, wydarzyło się coś nowego. Coś, co przerwało na zawsze jego codzienną rutynę.
Kiedy przechodził pomiędzy drzewami, usłyszał szelest za swoimi plecami. Kiedy się odwrócił, szelest się powtórzył, ale z drugiej strony. Działo się tak chwilę. Szelest powtarzał się to po bokach, to z tyłu. Nigdy z przodu. Mężczyznę coraz bardziej ogarniał strach. W końcu, kiedy pozbawiony był logicznego myślenia, rzucił się do ucieczki. Usłyszał zbliżający się śmiech. Kiedy się odwrócił, zobaczył czarną smugę skaczącą z boku na bok ścieżki. Jednak nie przeraziło go to, jak jej oczy. Były one czarne niczym nieprzenikniona noc. Spływała z nich czarna maź, a patrząc w nie, czujesz się, jakbyś tonął w otchłani mrocznego morza. Mimo to, były one tak hipnotyzujące, że nie dało się oderwać od nich wzroku. Mężczyzna stanął jak zahipnotyzowany i patrzył...ona powoli zbliżała się do niego nie przerywając ich kontaktu wzrokowego. Śpiewała przy tym. Jej głos rozchodził się po całym lesie niczym syreni śpiew. Zbliżyła się do niego i wysunęła długi, czarny język podobny do wężowego (ale bez wcięć). Zasyczała przy tym, a mężczyzna ocknął się próbując wyrwać się z jej uścisków. Ona jednak się zaśmiała i powiedziała:
-Masz przepiękne oczy...-Pogładziła go po policzku i wydłubała je językiem.
Nie wiadomo co się stało dalej. Niektórzy mówią, że go pożarła. Inni, że go znaleźli w opłakanym stanie, ale nie udostępnili tej wiadomości. Wiadomo jedno. Jej nie złapano.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz