-puk puk- zapukałem.
Otworzył mi z uśmiechem jak zawsze Haramilu...
- Witaj...-powiedział i zaprosił mnie do środka...
- Hej. Słuchaj to jest Shiro... Coś sie stało chyba nie moze sie przemienić...
- Ach... Standard - powiedział i posypał czymś kota... Po chwili zamiast kota była już Shiro... Była cała poraniona... I goła..
Oddałem jej moją bluzę i tak by nie uszkodzić jej ran podniosłem ją delikatnie i zwróciłem sie do Haramilu:
- Dziekuje...
- Nie ma sprawy...- uśmiechnął sie
- A i jeszcze jedno...
- Tak ?
- Czy ona teraz już bez żadnych problemów będzie mogła sie przemienić?
- Jasne przecież jestem doświadczonym szamanem...- znów sie uśmiechnął
- Dobra dzięki...
- Nie ma sprawy ...
***
W domu dzieci były takie szczęśliwe że ich mama już była zdrowa...no prawie..
Owinelem bandażem rany Shiro i położyłem ją na poscielonej kanapie...
Kiedy już było tak późno ze dzieciaki padały przy Shiro na kanapie wziąłem je pod pachę i zaniosłem je do łóżka... Po położeniu dzieciaków spać podszedłem do Shiro... Klęknąłem przy niej i pocałowałem ja w czoło...lubiła to.... Zawsze sie uśmiechała gdy to robiłem gdy wstałem ona złapała mnie za rękę ... Było to trochę dziwne bo myślałem że
śpo a tu niespodzianka...
(Co tam Shiro?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz