Zajrzyj w niebiosa, otwórz je na oścież... Poprzez poświatę wszystkich gwiazd na nieboskłonie, Pozwól im siebie poznać, poprzez mnie... O Tetrabibliosie... Jam ten, który gwiazdami włada... Uwolnij swą postać, swą wrogą bramę. Niech 88 znaków... Zabłyśnie URANOMETRIA!
Wokół mnie pojawiły się kolorowe kule i gwiazdy. Anabell patrzył chwilę oszołomiony, ale po chwili zaśmiał się i powiedział.
-Nie wystraszysz mnie tą iluzją.-Wtedy otworzyłem oczy, a wszystkie latające obiekty uderzyły w niego. Nim Este upadła, chwyciłem ją. Anabell był poobijany, nieprzytomny i domyślam się, że nieźle wkurzony. Wstałem trzymając w ramionach Este i zacząłem odchodzić, kiedy usłyszałem huk. Odwróciłem się i zobaczyłem, że za mną stała plecami do mnie Catelyn, która w tym momencie upadała. Ręką, którą trzymałem nogi Este, chwyciłem głowę Katelyn, by nie uderzyła nią o ziemię. Wtedy zobaczyłem na jej brzuchu sporą ranę. Spojrzałem na Anabell, który ocknął się. Teraz rozumiałem. Catelyn osłoniła mnie przed jego laserem. Jej rana była poważna. Uderzyłem Anabella kulą kolorów, która wypłynęła z mojej ręki, a kiedy byłem pewien, że tym razem nie pośle mi lasera w plecy, założyłem na nie Catelyn. Było ciężko utrzymać, by żadna z dziewczyn nie uderzyła o ziemię...zdziwił mnie tylko jeden fakt...DLACZEGO CATELYN MIAŁA NA SOBIE JEDYNIE BIELIZNĘ (chociaż tyle)?
W domu położyłem je na osobnych łóżkach i opatrzyłem. Kiedy usiadłem przy nieprzytomnej Cat, która była w o wiele gorszym stanie niż Este, która była tylko nie przytomna, wyszeptałem:
-I po coś Ty to zrobiła Cat...-Zacisnąłem ręce w pięść i położyłem je na czole, a łokcie oparłem o jej łóżko. Włosy zasłaniały mi oczy. Poczułem łzy na policzkach. Nie chcę, by ktokolwiek był chociażby smutny przeze mnie...-Dziękuję.-Wyszeptałem.-Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.-Mówiłem tak jeszcze przez jakiś czas leżąc ze skrzyżowanymi rękami na jej łóżku i głową opartą tak, że twarz była pomiędzy nimi zwrócona do pościeli, a twarzy nie było widać. W tej pozycji zasnąłem.
<Co dalej Este?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz