- Ja umiem leczyć - uśmiechnęłam się i podeszłam do Catelyn...- Oshee-zwróciłam się do chłopaka który ledwo potrzymywał kotkę...-tobą zaraz się zajmę...-zamknęłam oczy....zagoiłam rane ale nie spowodowało to ockniecia się Catelyn a jej głęboka rana zostawiła nie małą blizę...
Potem zajęłam się Osheem a nokonicu z wyrzutami podeszłam do Haru złapałam go za złamaną rękę i zdjęłam gips położyłyłam lekko rękę na jego i uzdrowiłam ją...
- Dziękuje...-wyszeptał
- Przepraszam...
- Też bym się tak zachował...chyba...no ty to masz...-uśmiechnął się
- Co?-zdziwiłam i skrzywiłam głowę kładąc ją prawie że na prawym ramieniu .
- Szaleje za tobą aż trzech chłopaków...Anabell...gościu od telefonu no i ....chyba ja...- usmiechnął się
Spojrzałam na Oshee było mu przykro...bo znał mnie tak długo a nigdy się odwarzył przy kimś powiedzieć że mnie kocha...
- Zapomniałeś o kimś...
- Hmmm...Co?-zdziwił się z uśmiechem
- Oshee...
- Co ?-zdziwił się a zazdrość tego że byłam u Osheego na noc wbiła mu szpileczkę w serce...
Skąd to wiem ? Z tąd że jak ludzie czują coś do mnie ja odczuwam ich cechy taie jak miłość ...zazdrość...smutek...odrzucenie... Ale odczówam to dopiero wtedy kiedy osoba mi ją wyzna...wyzna mi miłość...
(Co dalej?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz