Wypuściłam swojego konia. W mojej postaci na nic mi się nie zda. Kiedy nastała noc, wyszłam z domu i wdrapałam się na dach. Spojrzałam na otaczającą mnie czerń...na księżyc. Jako człowiek i tak byłam nieprzydatna. Jako kot, chyba jestem lepsza...nawet jeśli nadal jestem bezbronna, to mogę się przydać...jako przytulanka.-Prychnęłam. To bez sensu. Jako kot jestem
jeszcze bardziej kłopotliwa. \Wtedy zobaczyłam jak do domu ktoś
się włamuje. Po cichu i bezszelestnie nie budząc nikogo...czy to dla
tego chcieli się mnie pozbyć? Żebym nie obudziła się słysząc mały
szelest? Ale dlaczego atakują dopiero teraz? Wbiegłam do mieszkania nie zwracając na siebie uwagi. Grey już się obudził...jednak za późno. Mimo to, zauważył mnie i schował za sobą. Oni mieli już dzieciaki.
-Oddaj kota. Miała tu nie wracać!-Krzyknął jeden.
-NIGDY!-Powiedział Grey.
-Oddaj ją, albo nigdy nie zobaczycie swoich dzieciaków...i tak należą do nas.-Jeden z nich zachichotał. Uderzył Miro. Tęczówki w moich oczach się zwężały. Zakryłam łapami pyszczek. Miauknęłam. Chciałam dać znak Greyowi, żeby mnie oddał. On chyba to zrozumiał, ale powiedział tylko:
-Nie.-I rzucił się na mężczyzn. Oni zaśmiali się i rzucili na jego czoło runę. Skrypt. Ten, który to rzucił, powiedział cicho:
-Ból.-Grey zaczął zwijać się z bólu. Facet ciągle powtarzał to słowo, a Greya wciąż coraz bardziej bolało. Poczułam nagły przypływ smutku i nienawiści. Wtedy znalazłam się w miejscu, w którym nie było niczego...pustce. Rozejrzałam się wokół i zobaczyłam...drugą...mnie?
-Witaj.-Powiedziała z szyderczym śmiechem.
-K-kim jesteś?
-Tobą. Twoją kocią naturą. Naturą, którą posiadają wszystkie neko, ale nie wiele ją odnalazło, ba nawet niewiele o niej wie. Obudziłaś właśnie swoją. Obudziłaś mnie, aby uratować swoją rodzinę. Pytam tylko-czy przyjmiesz swoją mroczną stronę do siebie? Kiedy to zrobisz, nie będzie odwrotu.
-To jest jedyny sposób, aby uratować moją rodzinę?
-Nawet gdyby był, powiedziałabym, że ten jest jedynym.
-Dobrze więc. Przyjmę Cię do siebie.-Powiedziałam i znalazłam się znów tam, gdzie byłam, a oni wyglądali jakby na chwilę zastygli i obudzili się w tym samym momencie, co ja. Innymi słowy, wszystko wyglądało tak samo, jak kiedy znalazłam się w nicości. Poza moim wyglądem, o czym zorientowałam się jak zobaczyłam wzrok moich dzieci wbity we mnie. Spojrzałam na moje ręce, w przeciwieństwie do tej, którą widziałam w nicości, były czyste, ale patyk wciąż w nich siedział zamknięty i owinięty moimi palcami. Wstałam. Przez myśl przeszło mi pytanie-Czy ona jest aż tak silna, że złamała pieczęć spoczywającą na moich przemianach?-Nie znajdę jednak odpowiedzi dopóki nie skończę walczyć i nie powrócę do mojej zwyczajnej postaci. Ruszyłam więc na mężczyznę, który zadawał ból mojemu ukochanemu. On pierwszy zapłaci, najwyższą cenę. W tym momencie straciłam kontrolę. Nie wiedziałam, że ona będzie ją przejmować podczas walki. Człowiek, na którego pierwszego się rzuciłam nie żył, później zginął ten, który uderzył moje dziecko. Następni byli tylko mocno pokiereszowani. Nie chciałam ich zabijać, ale moja zła natura tak chciała, a ja nie miałam wiele do gadania. Gdy wróciłam do swojej normalnej postaci wciąż miałam krew na rękach. Upadłam na kolana wciąż wbijając wzrok w krew nienależącą do mnie. Byłam przerażona...zabiłam dwóch ludzi...głęboko oddychałam, ale nie mogłam się opanować. Wtedy na moją lewą rękę, Grey położył swoją dłoń i powiedział:
<Co powiedziałeś Grey?>
sobota, 15 sierpnia 2015
Od G do Shiro
Przez ten czas kiedy Shiro była kotem dzieci zdziwiły mnie opieką...wiec pewnego dnia zawołałem dzieci przed dom ... Szybko zbiegły ... Max trzymał Shiro na rękach ... Ja trzymałem na lazy 4 konie dla mnie dla Miro, Maxa i Shiro dzieciaki powybieraly sobie konie
( co dalej Shiro?)
Od Shiro CD Greya
-Kocham Cię i dziękuję, ale magia człowieka, który mnie zapieczętował była zbyt...moc...na-I zasnęłam. Rano obudził mnie krzyk dzieci. Wyłoniłam się z za dużych już bandaży. No tak. Nie zdążyłam powiedzieć Greyowi, że magia tego człowieka była na tak zaawansowanym poziomie, że tylko on mógł ją zdjąć...tylko skąd ja to wiem?
<Co dalej?>
<Co dalej?>
piątek, 14 sierpnia 2015
Od Greya Do Shiro
Zaczęłam sobie zadawać pytanie jak wyglądała Shiro jako kot... Nie chciałem jej znów stracić...padłem na kolana... podeszła do mnie ta sama kotka polorzyla mi głowę na nogach tak jak Shiro kiedy była kociakiem i chciała mnie pocieszyć bo nikim nie byłem... Tylko że ta kotka była cała brudna i poszarpana ... Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojego przyjaciela ktory zajmował sie "szamanowaniem" i nie raz jak przychodziłem widziałem ludzi z "dziwnymi" zwierzętami które nie mogły sie znów stać człowiekiem...
-puk puk- zapukałem.
Otworzył mi z uśmiechem jak zawsze Haramilu...
- Witaj...-powiedział i zaprosił mnie do środka...
- Hej. Słuchaj to jest Shiro... Coś sie stało chyba nie moze sie przemienić...
- Ach... Standard - powiedział i posypał czymś kota... Po chwili zamiast kota była już Shiro... Była cała poraniona... I goła..
Oddałem jej moją bluzę i tak by nie uszkodzić jej ran podniosłem ją delikatnie i zwróciłem sie do Haramilu:
- Dziekuje...
- Nie ma sprawy...- uśmiechnął sie
- A i jeszcze jedno...
- Tak ?
- Czy ona teraz już bez żadnych problemów będzie mogła sie przemienić?
- Jasne przecież jestem doświadczonym szamanem...- znów sie uśmiechnął
- Dobra dzięki...
- Nie ma sprawy ...
***
W domu dzieci były takie szczęśliwe że ich mama już była zdrowa...no prawie..
Owinelem bandażem rany Shiro i położyłem ją na poscielonej kanapie...
Kiedy już było tak późno ze dzieciaki padały przy Shiro na kanapie wziąłem je pod pachę i zaniosłem je do łóżka... Po położeniu dzieciaków spać podszedłem do Shiro... Klęknąłem przy niej i pocałowałem ja w czoło...lubiła to.... Zawsze sie uśmiechała gdy to robiłem gdy wstałem ona złapała mnie za rękę ... Było to trochę dziwne bo myślałem że
śpo a tu niespodzianka...
(Co tam Shiro?)
Od Shiro CD Greya
Uciekając przed psem jakiegoś człowieka wpadłam w ślepą uliczkę...znowu. Wskoczyłam na kontener na śmieci i wdrapałam się na ścianę. Stawałam się coraz silniejsza. Jednak mimo ucieczek z nieodpowiednich miejsc i błąkania się po okolicy, udało mi się także dostać do miasta, w którym mnie porwali. Była noc, pełnia dokładniej, ale koty mogą widzieć w ciemności. I wtedy zobaczyłam Greya. Szukał mnie. Wołał moje imię. Niestety nie mogłam mówić w kociej formie. Podeszłam więc do niego i miauknęłam. On tylko przyjrzał mi się, zastanawiając się, czy to nie osoba, której szuka i odszedł dalej nawołując mnie. Wiedziałam, że tak będzie. Chyba będę musiała się przyzwyczaić do bycia kotem...w sumie, to będzie już chyba miesiąc. Miło mi było, że nadal szukał, ale nie miałam jak powiedzieć mu, że to ja, a on nie poznawał mnie przez zmierzwioną sierść i rany. Nie wiedziałam co robić.
<Co dalej Grey?>
<Co dalej Grey?>
Od Greya Do Shiro
- Miro! Max! Widzieliście mamę?-krzyczałem z salonu do dzieci
- Nie tato!-odkrzyknął Max
- Ja ją widziałam -powiedziała Mira stojąca za mną
- Wyszła poszukać jedzenia...dla ciebie...
- Jak to ?
- No normalnie...
- Zostań tu z bratem -powiedziałem zamykając wszystkie okna i zasłaniając rolety...dziś była pełnia... Max był wilkołakiem...miałem szczęscie że Mira jest wampirem więc będzie nad nim miała kontrole jakby co...- Wychodzę- powiedziałem.- Nie otwierajcie nikomu drzwi... Ja i Shiro mamy klucze ... nie wychodzicie z domu...
- Dobrze..-powiedziały dzieciaki a ja wyszedłem szukać Shiro
(Co dalej Shiro?)
- Nie tato!-odkrzyknął Max
- Ja ją widziałam -powiedziała Mira stojąca za mną
- Wyszła poszukać jedzenia...dla ciebie...
- Jak to ?
- No normalnie...
- Zostań tu z bratem -powiedziałem zamykając wszystkie okna i zasłaniając rolety...dziś była pełnia... Max był wilkołakiem...miałem szczęscie że Mira jest wampirem więc będzie nad nim miała kontrole jakby co...- Wychodzę- powiedziałem.- Nie otwierajcie nikomu drzwi... Ja i Shiro mamy klucze ... nie wychodzicie z domu...
- Dobrze..-powiedziały dzieciaki a ja wyszedłem szukać Shiro
(Co dalej Shiro?)
Od Shiro CD Greya
Czułam się tak, jakbyśmy byli prawdziwą rodziną. Dbałam o Graya i na wszelki wypadek trzymałam niewielkie zapasy pożywienia dla niego. Kiedy jednej nocy poszłam, żeby je uzupełnić, trafiłam do ślepej uliczki. Szedł za mną jakiś facet, więc nim mnie zobaczył, zamieniłam się w kota i ukryłam. Nic to jednak nie dało. Chwycił mnie za kark, a gdy się odmieniłam, związał i ulotnił się razem ze mną.
Obudziłam się w klatce. Była tak mała, że musiałam zmienić się w kota. Siedziałam i miauczałam próbując zdenerwować mojego porywacza i jakoś uciec, gdyż nie znalazłam słabego punktu klatki ani innej możliwości. Jednakże mój plan się nie powiódł. Facet jedynie podszedł i kopnął mnie w brzuch tak, że zemdlałam.
Kiedy się obudziłam, byłam wolna. Nie wiedziałam dlaczego mnie porwali, ale nie obchodziło mnie to. Jednak...wtedy zorientowałam się, że ktoś zapieczętował moją możliwość przemiany i musiałam cały czas być w ciele kota. Do tego, byłam w nieznanym mi mieście. W ten sposób nie różniłam się od pierwszego lepszego ulicznego kota zwłaszcza po tym, kiedy wdałam się w walkę o jedzenie. Przegrałam i byłam brudna i poraniona. Jednak mogłam chodzić. Błąkałam się szukając właściwego miasta, ale było to tak daleko....poza tym, Grey nie odróżniłby mnie. Jednak próbowałam do niego dotrzeć.
<Co dalej Grey?>
Obudziłam się w klatce. Była tak mała, że musiałam zmienić się w kota. Siedziałam i miauczałam próbując zdenerwować mojego porywacza i jakoś uciec, gdyż nie znalazłam słabego punktu klatki ani innej możliwości. Jednakże mój plan się nie powiódł. Facet jedynie podszedł i kopnął mnie w brzuch tak, że zemdlałam.
Kiedy się obudziłam, byłam wolna. Nie wiedziałam dlaczego mnie porwali, ale nie obchodziło mnie to. Jednak...wtedy zorientowałam się, że ktoś zapieczętował moją możliwość przemiany i musiałam cały czas być w ciele kota. Do tego, byłam w nieznanym mi mieście. W ten sposób nie różniłam się od pierwszego lepszego ulicznego kota zwłaszcza po tym, kiedy wdałam się w walkę o jedzenie. Przegrałam i byłam brudna i poraniona. Jednak mogłam chodzić. Błąkałam się szukając właściwego miasta, ale było to tak daleko....poza tym, Grey nie odróżniłby mnie. Jednak próbowałam do niego dotrzeć.
<Co dalej Grey?>
Od Greya Do Shiro
Zdziwiło mnie to co mówiła Shiro...
Cały czas jadłem a ona stała na straży i pilonwała czy nikt nie idzie...
Nagle powiedziała:
- Grey...
- Hmm?- zapytałem nie odrywając sie od jedzenia
- Mamy towarzystwo...-szepneła.
Odwróciłem się i zobaczyłem trzy ghole.
- Znowu najlepsze masz żarcie...ehehhehhe-powiedział jeden ten na przodzie
- Zamknij sie i zabierz się do roboty...-powiedział po jego lewej
- No właśnie hihihihi-powiedziała dziewczyna (ghol)
- Shiro cofnij sie...-wyszeptałem do Shiro ona powili się wycofała za mnie
- Zdradziłeś jej naszą tajemnice...czemu już nie jest martwa ?!
- To nie jest jedzenie !
- Czyżby ?...Ostatnio zjadłaś taką jak ona...Hmmm zauwałżyłem że wolisz mięso kobiet...
-...-nie odezwałem się
- Hihihi...-zaśmiała się- Aż stacił mowe- powiedziała i rzuciła się na mnie. Za nią ruszył przywódca...
Bójka między mną i kobietą trwała kródko...za to przywódca nie dawał sobie dmuchać w kasze jego pazur nie raz mnie skaleczył...ale i jego wykończyłem...mięso gholi nie smakowało mi więc nawet nie zlizałem z siebie ich krwi. Tylko wytarłem ręką i strzepałem z mej dłoni resztki krwi... Kiedy spojrzałem się porsto zobaczyłem jeszcze jednego ghola nie był chętny do walki...
- A ty ? Ty też ?
- Nie ja mam swoją przegryzkę...-powiedział z uśmiechem odwracając sie i wybychając do przodu małą dziewczynkę... podniusł ją tak jak ja Shiro i wyjął zza płaszcza nóż przyłożył do ręki za którą trzymał dziewczynkę i spojrzał się na mnie...
W tym momęcie zrozumiałem że on nie jest gholem to był podstęp chciał mnie zwabić krwią...
-Puść ją !-krzyknęłem
-Daj mi neko...-spojrzał się na Shiro
- Nigdy !!!
- To Mira porzegnaj się ze swoją rączką...-zwrócił się z sztańskim uśmiechem do dziewczynki... I przyłorzył nóż do ręki dziewczynki... Nie mogłem już dłużej na to patrzeć podbiegłem do waceta i rzuciłem się na niego dziewczyna wyślizgnęla sie z jego rąk a ja jednym ruchem ręki skręciłem mu kark... dziewczynka na pół siedząco patrzyła sie na mnie...
- Kim pan jest?- wyszeptała...
- Nie ważne...A ty kim jesteś ? -powiedziałem i wziąłem dziewczynkę na ręce podnosząc się sam z ziemi i zanosząc ją tam do Shiro.
- Ja jestem Miro...
- Ja jestem Grey...
- A ja jestem Shiro...
- Gdzie twoi rodzice ?
- Zabili mi ich...
-Kto ?-zapytała Shiro
- Ghole?-zapytałem
- Tak...
- Przykro mi -powiedziła Shiro - Nie masz już nikogo ?
Dziewczynka otworzyła usta i już chciała coś powiedzieć kiedy przytuliłem ją i powiedziałem...
-Masz nas nie bedziesz sama...-wyszeptałem
Dziewczynka zarzuciła swoje małe rączki na moją szyję i wtuliła się we mnie..
- Musisz mi pomóc...
- W czym ? -powiedziałem spoglądając jej w oczy
- Mój brat...
- Masz brata? -zdziwiła się Shiro
- Tak... zgubiłam się...a on mnie nie może teraz znaleść...
- Nie chcę cię martwić wiesz że on może...-nie pozwoliła mi dokończyć
- Wiem...i wiem też kim jesteś...więc wiem że możesz go spróbowac odnaleść za pomocą jego zapachu...
- Ale skąd ty chcesz wziąść jego zapach?-zdziwiła sie Shiro
- To jego branzoletka...-powiedziała pokazując zjerzdżającą jej z rączki brązową rzemykową branzoletkę ...
- Powąchaj ją..-zwróciła się do mnie
Powąchałem ją...miała dziwny specyficzny zapach odrazu wyczułem gdzie jest chłopak...
- Skocz mi na barana...-kucnąłem dziewczynka wziadła na moje ramiona niczym na jakiegoś kucyka...podnosząc się zwróciłem się do Shiro...- Spróbuj dotrzymać mi kroku a nikt nas nie zaówarzy..-dziewczyna przytaknęła głową ...
Ruszyliśmy...
Zapach doprowadził nas do Steet 113...
-Dziwnie tu jakoś...-wyszeptała Shiro...złapała mnie za rękę...zacisnąłem dłoń by nie móc jej póścić...
- Tam !!!-krzyknęła Miro wskazując pudła przy których leżał chłopak... był zakrwiony i pobity podbiegnąłem... zdjąłem Miro z pleców ona podeszła do brata a on otworzył lekko oczy...
- Znal-lazłaś mn-nie...-wyksztusił razem z krwią...
- Jak ci na imię ?-zapytała Shiro kucuając przy chłopcu
- Mam na imię Max...-powiedział
- Dobra wracamy do domu-powiedziałem -Shiro weś Miro ja wezmę Max'a...
- Dobrze...
Cały czas jadłem a ona stała na straży i pilonwała czy nikt nie idzie...
Nagle powiedziała:
- Grey...
- Hmm?- zapytałem nie odrywając sie od jedzenia
- Mamy towarzystwo...-szepneła.
Odwróciłem się i zobaczyłem trzy ghole.
- Znowu najlepsze masz żarcie...ehehhehhe-powiedział jeden ten na przodzie
- Zamknij sie i zabierz się do roboty...-powiedział po jego lewej
- No właśnie hihihihi-powiedziała dziewczyna (ghol)
- Shiro cofnij sie...-wyszeptałem do Shiro ona powili się wycofała za mnie
- Zdradziłeś jej naszą tajemnice...czemu już nie jest martwa ?!
- To nie jest jedzenie !
- Czyżby ?...Ostatnio zjadłaś taką jak ona...Hmmm zauwałżyłem że wolisz mięso kobiet...
-...-nie odezwałem się
- Hihihi...-zaśmiała się- Aż stacił mowe- powiedziała i rzuciła się na mnie. Za nią ruszył przywódca...
Bójka między mną i kobietą trwała kródko...za to przywódca nie dawał sobie dmuchać w kasze jego pazur nie raz mnie skaleczył...ale i jego wykończyłem...mięso gholi nie smakowało mi więc nawet nie zlizałem z siebie ich krwi. Tylko wytarłem ręką i strzepałem z mej dłoni resztki krwi... Kiedy spojrzałem się porsto zobaczyłem jeszcze jednego ghola nie był chętny do walki...
- A ty ? Ty też ?- Nie ja mam swoją przegryzkę...-powiedział z uśmiechem odwracając sie i wybychając do przodu małą dziewczynkę... podniusł ją tak jak ja Shiro i wyjął zza płaszcza nóż przyłożył do ręki za którą trzymał dziewczynkę i spojrzał się na mnie...
W tym momęcie zrozumiałem że on nie jest gholem to był podstęp chciał mnie zwabić krwią...
-Puść ją !-krzyknęłem
-Daj mi neko...-spojrzał się na Shiro
- Nigdy !!!
- To Mira porzegnaj się ze swoją rączką...-zwrócił się z sztańskim uśmiechem do dziewczynki... I przyłorzył nóż do ręki dziewczynki... Nie mogłem już dłużej na to patrzeć podbiegłem do waceta i rzuciłem się na niego dziewczyna wyślizgnęla sie z jego rąk a ja jednym ruchem ręki skręciłem mu kark... dziewczynka na pół siedząco patrzyła sie na mnie...
- Kim pan jest?- wyszeptała...
- Nie ważne...A ty kim jesteś ? -powiedziałem i wziąłem dziewczynkę na ręce podnosząc się sam z ziemi i zanosząc ją tam do Shiro.
- Ja jestem Miro...
- Ja jestem Grey...
- A ja jestem Shiro...
- Gdzie twoi rodzice ?
- Zabili mi ich...
-Kto ?-zapytała Shiro
- Ghole?-zapytałem
- Tak...
- Przykro mi -powiedziła Shiro - Nie masz już nikogo ?
Dziewczynka otworzyła usta i już chciała coś powiedzieć kiedy przytuliłem ją i powiedziałem...
-Masz nas nie bedziesz sama...-wyszeptałem
Dziewczynka zarzuciła swoje małe rączki na moją szyję i wtuliła się we mnie..
- Musisz mi pomóc...
- W czym ? -powiedziałem spoglądając jej w oczy
- Mój brat...
- Masz brata? -zdziwiła się Shiro
- Tak... zgubiłam się...a on mnie nie może teraz znaleść...
- Nie chcę cię martwić wiesz że on może...-nie pozwoliła mi dokończyć
- Wiem...i wiem też kim jesteś...więc wiem że możesz go spróbowac odnaleść za pomocą jego zapachu...
- Ale skąd ty chcesz wziąść jego zapach?-zdziwiła sie Shiro- To jego branzoletka...-powiedziała pokazując zjerzdżającą jej z rączki brązową rzemykową branzoletkę ...
- Powąchaj ją..-zwróciła się do mnie
Powąchałem ją...miała dziwny specyficzny zapach odrazu wyczułem gdzie jest chłopak...
- Skocz mi na barana...-kucnąłem dziewczynka wziadła na moje ramiona niczym na jakiegoś kucyka...podnosząc się zwróciłem się do Shiro...- Spróbuj dotrzymać mi kroku a nikt nas nie zaówarzy..-dziewczyna przytaknęła głową ...
Ruszyliśmy...
Zapach doprowadził nas do Steet 113...
-Dziwnie tu jakoś...-wyszeptała Shiro...złapała mnie za rękę...zacisnąłem dłoń by nie móc jej póścić...
- Tam !!!-krzyknęła Miro wskazując pudła przy których leżał chłopak... był zakrwiony i pobity podbiegnąłem... zdjąłem Miro z pleców ona podeszła do brata a on otworzył lekko oczy...
- Znal-lazłaś mn-nie...-wyksztusił razem z krwią...
- Jak ci na imię ?-zapytała Shiro kucuając przy chłopcu
- Mam na imię Max...-powiedział
- Dobra wracamy do domu-powiedziałem -Shiro weś Miro ja wezmę Max'a...
- Dobrze...
***
Moje mieszkanie znajdowało się nieopodal parku więc każdego ranka wychodziły ze mną i z Shiro na "rodzinne" spacery.
(Co dalej?)
Od Shiro CD Greya
Nie czułam mdłości na widok ludzkich flaków. Wręcz ciekawiło mnie to. Podeszłam wyglądając trochę jak zaciekawiony kotek. Wiedziałam, że mnie nie zabije.
-Eeeeee.-Grey nie wiedział co robić.-Chcesz trochę?-Powiedział zawstydzony. Zaśmiałam się.
-Nigdy nie próbowałam ludzkiego mięsa. Jednak lepiej postoję na straży. Z pewnością inne ghule będą próbowały Ci odebrać kawałek mięsa.
-Znasz ghule?
-Hmmm kiedy uciekłam z domu, przez jakiś czas błąkałam się po uliczkach i poznałam trochę naturę ghuli, więc tak.
<Co dalej?>
-Eeeeee.-Grey nie wiedział co robić.-Chcesz trochę?-Powiedział zawstydzony. Zaśmiałam się.
-Nigdy nie próbowałam ludzkiego mięsa. Jednak lepiej postoję na straży. Z pewnością inne ghule będą próbowały Ci odebrać kawałek mięsa.
-Znasz ghule?
-Hmmm kiedy uciekłam z domu, przez jakiś czas błąkałam się po uliczkach i poznałam trochę naturę ghuli, więc tak.
<Co dalej?>
Od Greya Do Shiro
Nie chciałem by już dalej płakała...jej zapach odepchnąłem ją... i cofnąłem się.
-Coś się stało?-zapytała podchodząc do mnie.
- Poczekajmy z tą rozmową do rana...-spojrzałem na księżyc w pełni...-Idzi już...idzi do hotelu...-powiedziałem a ona stała jak wryta. Nie zwracając uwagi że ona dalej tu stoi zaczęłem kontynułować moją kolację...zdarłem kobiecie twarz...zjadłem ją...oczy...język...wątrobę...i wszystkie inne...
- Co ty tu dalej robisz...
- Potym czasie nie zostawię cie...- powiedziała z odruchem wymiotnym widząc mnie trzymającego jelito...
- Proszę...-powiedziałem ledwo powstrzymując mój instynkt mordercy
(Co dalej Shiro?)
-Coś się stało?-zapytała podchodząc do mnie.
- Poczekajmy z tą rozmową do rana...-spojrzałem na księżyc w pełni...-Idzi już...idzi do hotelu...-powiedziałem a ona stała jak wryta. Nie zwracając uwagi że ona dalej tu stoi zaczęłem kontynułować moją kolację...zdarłem kobiecie twarz...zjadłem ją...oczy...język...wątrobę...i wszystkie inne...
- Co ty tu dalej robisz...
- Potym czasie nie zostawię cie...- powiedziała z odruchem wymiotnym widząc mnie trzymającego jelito...
- Proszę...-powiedziałem ledwo powstrzymując mój instynkt mordercy
(Co dalej Shiro?)
Od Shiro CD G
Stróżka krwi jeszcze błąkała się na mojej brodzie, ale zignorowałam to. Po policzkach poleciały mi łzy...dlaczego on chciał mnie zjeść...? Odwrócił głowę w bok. Jego włosy zasłaniały oczy. Opanował się.
-Wiesz, że będę musiał Cię teraz zabić?-Powiedział cicho.-Bo znasz moją tajemnicę...z resztą i tak zaczniesz się mną brzydzić...
-Nikomu nie powiem...ja...ech...po tej kłótni...bardzo tęskniłam...Tarumi stała się na powrót smokiem, poznałam nową koleżankę...mogę Ci to wszystko opowiedzieć...i zdałam sobie sprawę...jak bardzo Cię kocham...bez względu jakim potworem byś nie był...ten moment, gdy przyszedłeś do babci Gertrudy...po mnie...tak długo mnie szukałeś...J-ja...-Położyłam uszy. Z oczu poleciała mi nowa fala łez.-Nie przeszkadza mi to, że jesz ludzi. My jemy inne mięso, to dokładnie to samo...zaakceptuję też możliwość, że możesz mnie zjeść...-Nie wiedziałam co dalej powiedzieć. Wtedy poczułam jego ramiona otulające mnie. Wtuliłam się w jego bluzę. Nastała cisza.
<Co dalej G?>
-Wiesz, że będę musiał Cię teraz zabić?-Powiedział cicho.-Bo znasz moją tajemnicę...z resztą i tak zaczniesz się mną brzydzić...
-Nikomu nie powiem...ja...ech...po tej kłótni...bardzo tęskniłam...Tarumi stała się na powrót smokiem, poznałam nową koleżankę...mogę Ci to wszystko opowiedzieć...i zdałam sobie sprawę...jak bardzo Cię kocham...bez względu jakim potworem byś nie był...ten moment, gdy przyszedłeś do babci Gertrudy...po mnie...tak długo mnie szukałeś...J-ja...-Położyłam uszy. Z oczu poleciała mi nowa fala łez.-Nie przeszkadza mi to, że jesz ludzi. My jemy inne mięso, to dokładnie to samo...zaakceptuję też możliwość, że możesz mnie zjeść...-Nie wiedziałam co dalej powiedzieć. Wtedy poczułam jego ramiona otulające mnie. Wtuliłam się w jego bluzę. Nastała cisza.
<Co dalej G?>
Od G Do Shiro
Pochyliłem się nad martwym ciałem kobiety...zaczęłem wyrywać jej flaki i powoli delektować sie ich smakiem...
Znalazłem moje szczęście...
Zawsze tego pragnąłem...
Zawsze pragnęłem połykać luckie flaki na kolacje...
Ten "pazur" na plecach ułatwiał mi...
Pokonanie ofiary...
Nigdy nie sądziłem, że mordowanie ludzi jest takie dobre...
Hmmm...
"Wymienienie mnie Smoczego Zabójcy na Ghola"...
To był wspaniały pomysł...
- Grey!!!-usłyszałem za plecami odwróciłem się trzymając w ręce serce dziewczyny
Dziewczyna zatrzymała się i podeszła do mnie powoli cała w pocie...połorzyła mi dłoń na policzku...
- To ty ?...
- Oczywiście...-powiedziałem podstępem położyłem swoją dłoń na policzku i zbliżyłem się do jej twarzy...
- Jesteś w krwi...-odparła zabrałem rękę i twarz od jej twarzy i podniosłem rękę z sercem i zaczęłem je jeść. Po rękach spływała mi krew którą po zjedzeniu serca zlizywałem...
- Przestań...-powiedziała przerażona
- Hmm...wyglądasz smakowcie...-powiedziałem i złapałem ją za nadgarstek...i podniosłem do góry tak że jej nogi zwisały dwa metr nad ziemią...
- Puść mnie Grey!
- Nie .... nie taką przekąske...-pazur wyrusł mi z pleców i już miałem nim ją przbić kiedy ona pocałowała mnie...otarła się od krwi... która była na moich ustach...a po pocałunku na jej ustach...opusciłem ją na dół...
(Co dalej?)
- Jesteś w krwi...-odparła zabrałem rękę i twarz od jej twarzy i podniosłem rękę z sercem i zaczęłem je jeść. Po rękach spływała mi krew którą po zjedzeniu serca zlizywałem...- Przestań...-powiedziała przerażona
- Hmm...wyglądasz smakowcie...-powiedziałem i złapałem ją za nadgarstek...i podniosłem do góry tak że jej nogi zwisały dwa metr nad ziemią...
- Puść mnie Grey!
- Nie .... nie taką przekąske...-pazur wyrusł mi z pleców i już miałem nim ją przbić kiedy ona pocałowała mnie...otarła się od krwi... która była na moich ustach...a po pocałunku na jej ustach...opusciłem ją na dół...
(Co dalej?)
Od Roya Do Catelyn
To co powiedziała Catelyn było przeszłością ... Kiedy wyszedłem z pokoju wszyscy wstaneli jakby za tymi drzwiami stało sie coś okropnego a ja był bym świadkiem tej tragedii...
- I jak?-zapytała Este podchodząc do mnie
- Będzie żyć - usmechnelem sie
- To nie śmieszne -uśmiechnąłem sie i wyszedłem.
Od Catelyn CD Este
-Jak żyjesz?-Zaśmiał się rozwiązując bandaż.
-Całkiem nieźle...w sumie, to wiem co się kroi między Tobą i Mirror...powinieneś do niej pójść.- Zaśmiałam się i zakaszlałam krwią. Zaczął leczyć. Od razu poczułam się lepiej. Nie odezwał się więcej niż to, że po leczeniu powiedział:
-Nie udało mi się całkowicie uleczyć rany, ale nie będzie Ci już zagrażać wykrwawienie, ale na miłość boską, słuchaj co mówi Haru. Kuruj się, albo zostaniesz kaleką.-Westchnął i wyszedł. Na chwilę stanął w drzwiach, jakby jeszcze o czymś myślał, podziękowałam mu wytrącając go z zamyślenia. On skinął głową i wyszedł.
<Co dalej?>
-Całkiem nieźle...w sumie, to wiem co się kroi między Tobą i Mirror...powinieneś do niej pójść.- Zaśmiałam się i zakaszlałam krwią. Zaczął leczyć. Od razu poczułam się lepiej. Nie odezwał się więcej niż to, że po leczeniu powiedział:
-Nie udało mi się całkowicie uleczyć rany, ale nie będzie Ci już zagrażać wykrwawienie, ale na miłość boską, słuchaj co mówi Haru. Kuruj się, albo zostaniesz kaleką.-Westchnął i wyszedł. Na chwilę stanął w drzwiach, jakby jeszcze o czymś myślał, podziękowałam mu wytrącając go z zamyślenia. On skinął głową i wyszedł.
<Co dalej?>
Od Este Do Haru
- Może Roy ?!
- Hmm?- zdziwił się Haru
- Mój brat Roy on ulecza to jego moc - uśmiechnęłam się
- Jak chcesz go teraz znaleść?
- Poprostu zadzwonie do niego...chodzicie do mnie...Anabell...-chłopak opósicił głowę
- Pomożesz mi-uśmiechnęłam się
- J-ja-ja mam ci pomóc ?
- Tak...Weźmiesz Osheego pod rękę ?
- Jasne...-powiedział
- Ty Haru weś Catelyn a ja pomogę Anabellowi z Osheem
- Ok...
- Witaj...-rzuciałam sie mu na szyję a potem schodząc spojrzałam do góry uśmiechnełam się i powiedziałam- Urusłeś...
- Hmm?- zdziwił się Haru
- Mój brat Roy on ulecza to jego moc - uśmiechnęłam się
- Jak chcesz go teraz znaleść?
- Poprostu zadzwonie do niego...chodzicie do mnie...Anabell...-chłopak opósicił głowę
- Pomożesz mi-uśmiechnęłam się
- J-ja-ja mam ci pomóc ?
- Tak...Weźmiesz Osheego pod rękę ?
- Jasne...-powiedział
- Ty Haru weś Catelyn a ja pomogę Anabellowi z Osheem
- Ok...
***
W domu...
Po telefonie czakliśmy z pół godziny na Roy'a wyglądał dużo inaczej niż go zapamiętałam...przerusł mnie i nawet był wyszszy od Osheego co dopiero od Haru...
- Hej..-uśmiechnąl sie
- Witaj...-rzuciałam sie mu na szyję a potem schodząc spojrzałam do góry uśmiechnełam się i powiedziałam- Urusłeś...
- Troche...a gdzie jest ona ?
- Na kanapie...- kiedy Roy zdjął kaptur zobaczyłam uszy...- Co ci się stało?
- A bawiłem się miksturami no i zostałem neko...heh..-uśmiechnął się
- I co dobrze ci z tym ? -spytałam Roy'a kiedy przygotowywał bandarze mikstury i reszte sprzętu.
- Tak specalnie to zrobiłem...-uśmiechnął się i zaczłął leczenie- Wiesz jak tam z ojcem ?
- Nie nie miałem z nim żadnego kontaktu.
- Rozumiem...-powiedział trochę rozkojarzony- Ok...teraz musicie się odsunąć a najlepiej wyjść z pokoju...
- Nie ma sprawy...-wtedy wszyscy wyszli a w pokoju został tylko Roy i Cat...
(Co dalej Cat?)
Od Haru CD Este
-Trzeba ją szybko zabrać do łóżka. Zbyt dużo się dziś przeciążyła. Dlaczego ona nie słucha, gdy musi leżeć...-Słabła. Czułem to. Jej życie wisiało na włosku. Straciła zbyt dużo krwi.
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Este Do Haru
- Co się stało ? - spojrzałam na Catelyn...skutki były takie że magia nie działała na nią ... -Przykro mi Catelyn...
- To nie twoja wina-powiedziała przez ból...
(Co dalej Haru, Anabell?)
- To nie twoja wina-powiedziała przez ból...
(Co dalej Haru, Anabell?)
Od Haru CD Este
Nie wiedziałem co powiedzieć. Spojrzałem na Catelyn. Wtedy zobaczyłem, że skutki magii Este się cofnęły, a Cat znów miała ranę. Czyżby jedyny sposób uzdrowienia jej, to sposób normalnych ludzi?
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Este Do Anabella
- Ja umiem leczyć - uśmiechnęłam się i podeszłam do Catelyn...- Oshee-zwróciłam się do chłopaka który ledwo potrzymywał kotkę...-tobą zaraz się zajmę...-zamknęłam oczy....zagoiłam rane ale nie spowodowało to ockniecia się Catelyn a jej głęboka rana zostawiła nie małą blizę...
Potem zajęłam się Osheem a nokonicu z wyrzutami podeszłam do Haru złapałam go za złamaną rękę i zdjęłam gips położyłyłam lekko rękę na jego i uzdrowiłam ją...
- Dziękuje...-wyszeptał
- Przepraszam...
- Też bym się tak zachował...chyba...no ty to masz...-uśmiechnął się
- Co?-zdziwiłam i skrzywiłam głowę kładąc ją prawie że na prawym ramieniu .
- Szaleje za tobą aż trzech chłopaków...Anabell...gościu od telefonu no i ....chyba ja...- usmiechnął się
Spojrzałam na Oshee było mu przykro...bo znał mnie tak długo a nigdy się odwarzył przy kimś powiedzieć że mnie kocha...
- Zapomniałeś o kimś...
- Hmmm...Co?-zdziwił się z uśmiechem
- Oshee...
- Co ?-zdziwił się a zazdrość tego że byłam u Osheego na noc wbiła mu szpileczkę w serce...
Skąd to wiem ? Z tąd że jak ludzie czują coś do mnie ja odczuwam ich cechy taie jak miłość ...zazdrość...smutek...odrzucenie... Ale odczówam to dopiero wtedy kiedy osoba mi ją wyzna...wyzna mi miłość...
(Co dalej?)
Potem zajęłam się Osheem a nokonicu z wyrzutami podeszłam do Haru złapałam go za złamaną rękę i zdjęłam gips położyłyłam lekko rękę na jego i uzdrowiłam ją...
- Dziękuje...-wyszeptał
- Przepraszam...
- Też bym się tak zachował...chyba...no ty to masz...-uśmiechnął się
- Co?-zdziwiłam i skrzywiłam głowę kładąc ją prawie że na prawym ramieniu .
- Szaleje za tobą aż trzech chłopaków...Anabell...gościu od telefonu no i ....chyba ja...- usmiechnął się
Spojrzałam na Oshee było mu przykro...bo znał mnie tak długo a nigdy się odwarzył przy kimś powiedzieć że mnie kocha...
- Zapomniałeś o kimś...
- Hmmm...Co?-zdziwił się z uśmiechem
- Oshee...
- Co ?-zdziwił się a zazdrość tego że byłam u Osheego na noc wbiła mu szpileczkę w serce...
Skąd to wiem ? Z tąd że jak ludzie czują coś do mnie ja odczuwam ich cechy taie jak miłość ...zazdrość...smutek...odrzucenie... Ale odczówam to dopiero wtedy kiedy osoba mi ją wyzna...wyzna mi miłość...
(Co dalej?)
Od Anabella CD Este
-Este, nie obwiniaj go.-Powiedziałem wstając i masując obolały tył głowy.-Na jego miejscu też bym tak zareagował.-Haru spojrzał na mnie jak na szaleńca. Westchnąłem, przeprosiłem za wszystko co zrobiłem i wyjaśniłem całą sytuację. Było mi wstyd. Wtedy on podszedł i lekko, otwartą dłonią walnął mnie z tyłu głowy.
-Głupek! Tak się nie wyznaje miłości.-Zaśmiał się, ale widziałem w jego oczach podobne uczucie do Este.-Tylko zastanawiam się...co chciałeś zrobić ze mną po porwaniu? I ten laser...przez który Catelyn jest w fatalnym stanie.-Wskazał na ledwie siedzącą Cat.
-Chciałem z Tobą porozmawiać, a, że nie dało się inaczej, dopuściłem się porwania...co do lasera...przez chwilę nie panowałem nad wściekłością kolejnej przegranej...przepraszam was...Catelyn, wybaczysz mi?
-Spoko!-Powiedziała udając, że nic ją nie boli. Chciała, by zabrzmiało to silnie, jednak miała podkrążone oczy i była słaba z powodu utraty krwi. Niestety nie znałem nikogo, kto mógłby to uleczyć. Musi samo się zagoić. Wtedy Cat znowu zemdlała.
<Co dalej?>
-Głupek! Tak się nie wyznaje miłości.-Zaśmiał się, ale widziałem w jego oczach podobne uczucie do Este.-Tylko zastanawiam się...co chciałeś zrobić ze mną po porwaniu? I ten laser...przez który Catelyn jest w fatalnym stanie.-Wskazał na ledwie siedzącą Cat.
-Chciałem z Tobą porozmawiać, a, że nie dało się inaczej, dopuściłem się porwania...co do lasera...przez chwilę nie panowałem nad wściekłością kolejnej przegranej...przepraszam was...Catelyn, wybaczysz mi?
-Spoko!-Powiedziała udając, że nic ją nie boli. Chciała, by zabrzmiało to silnie, jednak miała podkrążone oczy i była słaba z powodu utraty krwi. Niestety nie znałem nikogo, kto mógłby to uleczyć. Musi samo się zagoić. Wtedy Cat znowu zemdlała.
<Co dalej?>
czwartek, 13 sierpnia 2015
Od Este Do Anabella
Zamarlam ... Byłam w szoku ... Klękam do chłopaka podniosłam jego głowę dłońmi i przytuliłam go...po chwili zapytałam :
- Czemu mi robiłeś krzywdę ? Naprzyklad ten kołek SMS...
- Ale to nie ja ...- zamarlam
- Ja-jak to nie ty ? - miałam zawroty głowy ale cały czas utrzymywałam wzrok na nim...
- Przed tym kolesiem chciałbym cie obronić ale nie mam szans...
- Co ? Jak to ? Kim on jest?
Anabell już chciał odpowiedzieć kiedy zobaczyłam Haru i Catelyn prowadzących lekko przytomnego Oshee.
Haru w pewnym monecie puścił Oshee a Catelyn podtrzymywała go ledwo...
Haru podbiegł z wściekłością wyrwał z moich objęć Anabella i walnął nim o drzewo...tak ze chłopak uronił łze ... Haru wrzucił sie do mnie podnosząc mnie jedna zdrową ręka...
- Co ci zrobił ?- powiedział groźnym tonem
- Puść mnie !-krzyknęłam gdyż nie lubiłam jak ktoś trzymał mnie nad ziemia
- Co sie z tobą dzieje ?!- odkrzyknął puszczać mnie... A ja podbiegłam do Anabella... Kiedy zobaczyłam że chłopak jest nie przytomny wstałam i spojrzałam sie na Haru
- Raczej co sie z tobą dzieje ! - poweodzialam przez łzy
( Co dalej Anabell , Haru?)
Od Anabell CD Este
Kiedy pojawiliśmy się w lesie, mój kolega teleportował się gdzieś indziej. Uśmiechnąłem się do wyrywającej się Este.
-Puszczaj!-Krzyczała.
-Puszczę Cię, ale proszę...wysłuchaj mnie.-I wykonałem polecenie.
-"Proszę"? "Puszczę"? Co Ci się stało...-Powiedziała pocierając nadgarstki.
-J-ja...z początku chciałbym przeprosić za wyrządzone krzywdy...to wszystko...bo chciałem dostać się do Ciebie...-Spojrzała na mnie jak na szaleńca. Spojrzałem w ziemię. Pierwszy raz pokazałem przed kimś swoje...miłe oblicze.-Este...kocham Cię i zawsze Cię kochałem. Twój uśmiech, Twój charakter, Twoją siłę, przeszłość i przyszłość...umiejętności...wszystko. Skoczyłbym za Tobą w ogień...nie...uchroniłbym Cię od niego własnym ciałem. Cały ten czas chciałem pozbyć się ludzi, którzy mogliby Cię mi odebrać ale już wiem...że tak do niczego nie dojdę...że sprawię jedynie ból...i już sprawiłem.-Padłem na kolana. Poleciały mi łzy.-Przepraszam. Tak bardzo was przepraszam...-Powtarzałem to jakiś czas, Este zamarła.
<Co dalej Este?>
-Puszczaj!-Krzyczała.
-Puszczę Cię, ale proszę...wysłuchaj mnie.-I wykonałem polecenie.
-"Proszę"? "Puszczę"? Co Ci się stało...-Powiedziała pocierając nadgarstki.
-J-ja...z początku chciałbym przeprosić za wyrządzone krzywdy...to wszystko...bo chciałem dostać się do Ciebie...-Spojrzała na mnie jak na szaleńca. Spojrzałem w ziemię. Pierwszy raz pokazałem przed kimś swoje...miłe oblicze.-Este...kocham Cię i zawsze Cię kochałem. Twój uśmiech, Twój charakter, Twoją siłę, przeszłość i przyszłość...umiejętności...wszystko. Skoczyłbym za Tobą w ogień...nie...uchroniłbym Cię od niego własnym ciałem. Cały ten czas chciałem pozbyć się ludzi, którzy mogliby Cię mi odebrać ale już wiem...że tak do niczego nie dojdę...że sprawię jedynie ból...i już sprawiłem.-Padłem na kolana. Poleciały mi łzy.-Przepraszam. Tak bardzo was przepraszam...-Powtarzałem to jakiś czas, Este zamarła.
<Co dalej Este?>
Od Haru CD Este
Este obudziła się z krzykiem. Kiedy zorientowała się co się stało, położyła rękę na swojej głowie.
-T-to był tylko sen?-Westchnęła cicho i spojrzała na mnie, a później na Catelyn z nowym bandażem na brzuchu.-Co Ci się stało w rękę?-Zapytała wbijając wzrok w usztywnienie, które wykonałem na szybkiego.
-Złamałem ją, gdy uciekałem...mały wypadek...żałuję teraz, że nie zakończyłem tego wtedy, gdy miałem okazję...
-To nie Twoja wina. I tak ze złamaną ręką nie miałbyś szans.-Wtedy Anabell znów wparował do mieszkania. Tym razem jednak nie wyglądał aż tak groźnie. Bardziej wyglądał tak, jakby...poddał się. Za plecami miał jakiegoś mężczyznę, który teleportował jego i Este w inne miejsce.
<Co dalej?>
-T-to był tylko sen?-Westchnęła cicho i spojrzała na mnie, a później na Catelyn z nowym bandażem na brzuchu.-Co Ci się stało w rękę?-Zapytała wbijając wzrok w usztywnienie, które wykonałem na szybkiego.
-Złamałem ją, gdy uciekałem...mały wypadek...żałuję teraz, że nie zakończyłem tego wtedy, gdy miałem okazję...
-To nie Twoja wina. I tak ze złamaną ręką nie miałbyś szans.-Wtedy Anabell znów wparował do mieszkania. Tym razem jednak nie wyglądał aż tak groźnie. Bardziej wyglądał tak, jakby...poddał się. Za plecami miał jakiegoś mężczyznę, który teleportował jego i Este w inne miejsce.
<Co dalej?>
Od Este Do Haru
- Zostaw mnie !
- Nie ma mowy marzyłem żeby cię znów zobaczyć...a jeszcze jedno pieknie ci w tej sukience... - powiedział i uśmiechnął się sztańsko spoglądając na mój tyłek...- Catelyn ! - krzyknęłam ale jej już nie było... zawsze się zmywała wcześniej... dobrze że uzdrowiłam jej tą ranę...
- Ona ci nie pomorze tak jak ci dwaj pajace ! HAAHHAHA !!!
- Przestań i póść mnie !- szarpałam się a on ściskał moje nadgarstki jeszcze mocniej
- Haha...śmieszna jesteś...- uderzył mnie w twarz tak że przegryzłam sobię wargę...
Walnął mnie jeszcze raz dostałam dwa razy mocniej a znosa poleciała mi krew... za trzecim razem przywalił mi niewiem nawet jak... poczółam jak krew spływa mi z jednego boku czoła. - I jak się czujesz ?! Taka odrzucona ?! Hahaha !!!- ...
- Jak się czujesz ?!!! -zaczął znów....- JAK SIĘ CZUJESZ !!!! - uderzył mnie z całej pedy w twarz aż upadłam... - Cienka jesteś ! HAHAHAHAHAHHA!!!!!
- Ile bym dała by teraz był ze mną Haru...Oshee...Grey...- rozpłakałam się nie tyle co z bólu ale też z powodu że już nigdy nie zobaczę G ... był moim ulubienicem...traktował mnie jak...matkę... kochałam go...a on kochał mnie inaczej...dlatego otrzedł bo nie odwzajemniałam tego...
- Co im zrobiłeś ?!-powiedziałam próbując się podnieść pomimo tego że ręce się podemną uginały...
- To nie twoja sprawa kotku...'
- Nie mów tak domnie !!!-walnął mnie z buta
- Powiedziałem siedź cicho... HAHHAHAHA !!!! - w tym momęcie drzwi się otworzyły a do sierodka wparował mężczyzna w kapturze wyglądał na wysokiego i silnego...
- Zostaw ją...-powiedział opanowany
- Bo co ?! HAHHAHA!!!!- mężczyzna zsunął kaptur z oczu a mina Anabella zrobiła się zaskoczona i bardzo załamana wręcz przerażona...
- Zostaw ją...
- Bez walki nie ma mowy!!!
- Jak chcesz...-powiedział i przbił go ręką na wylot... resztki krwi Anabella poleciały w moją strone brudząc moją twrarz... nie miałam siły podnieść ręki i jej wytrzeć... Mężczyzna w kapturze stanął przy mnie...kucnął wytarł mi swoją ręką krew moją i Anabella po czym podniusł mnie i położył na łóżku... byłam przerażona... jego oczy był takie czerwone,,,, nigdy takich nie widziałam u żadnego wampira...
- Nie jestem wampirem...-powiedział i oblizał rękę...
Przeraziłam się...
- Jestem ghollem... uśmiechnął się szeroko
- Słyszałam o nich ale nigdy nie widziałam... są jeszcze straszniejsze niż kołki na wampiry...brr
- Hm...-uśmiechnął sie
- Co ci tak do śmiechu ?
- Tak mnie chciałaś zobaczyć a mnie nie pamiętasz heheh....
- Nie rozumiem... Widzę cię pierwszy raz w moim życiu...
- Taaa...ale z ciebie matka...
Zamurowało mnie to był Grey ! Rozłożył ramiona ja sie w nie wtulilam... Po jakimś czasie gadania mojego z G zadzwonił dzwonek do drzwi...
- Otworze ...-powiedział
-Ok.
Za drzwiami stał Haru rzucił sie na G byłam tak oszołomiona że nie mogłam nic powiedzieć Haru lał go po twarzy że tak brzydko powiem jak psa... W pewnym momencie G uśmiechnął sie a Haru sie zdziwił ... Ale ostatecznym ciosem podniósł go i przyparł do ściany trzymając go za bluzę ...
- Ktoś ty ?! - krzyknął Haru
Od Haru CD Anabella
Kiedy się obudziłem, nikogo nie było. Za to w pokoju było pełno zdjęć Este i...moje nadziane nożami. Spojrzałem na moje więzy. Uranometrią nie byłem w stanie ich przeciąć. Nerwowo rozejrzałem się po pokoju. Nie było żadnej ostrej rzeczy. Postanowiłem poskakać na krześle do wyjścia i skoczyć. Może wtedy krzesło się rozwali. Tak też uczyniłem. Na początku przeraziła mnie wysokość, ale magowie mają odporniejsze ciała. Skoczyłem więc. Kiedy upadłem na rękę, poczułem okropny ból. Była złamana, ale krzesło w szczątkach. Rozwiązałem się i ruszyłem do ucieczki.
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Anabella CD Osheego
Mój nos smoczego zabójcy tak jak wcześniej wyczuł nieproszonego gościa, a słuch odnalazł. Zaniosłem go więc do mojego znajomego, który usunął mu wspomnienia o moim domu. Kiedy to zrobił, odniosłem go do lasu i porzuciłem.
<Co dalej Haru?>
<Co dalej Haru?>
Od Osheego Do Catelyn
Przeraziło mnie to co mówiła Catelyn... W ostatnim momencie złapałem ją i poprosiłam Este by uzdrowiła dziewczyne . W oczach Edye zobaczyłem strach ... Miałem wyrzuty sumienia że nie powiedziałem jej o tym co widziałem u Anabella...
- Zostań tu z Catelyn...A ja poszukam Anabella...
- Nie ma mowy! Nawet nie wiesz gdzie go szukać...
- Daj mi szanse...- odparłem i wyskoczyłem przez okno ... Po kilku minutach stałem już niewidzialny przed domkiem Anabella... Widziałem związanego Haru... Był nie przytomny... W pewnym momencie poczułem straszny ból ztyłu głowy ... Film sie urwał
( Co dalej Haru , Anabell ?)
Od Catelyn CD Este
Moje pukanie słabło z każdym uderzeniem. Za mną z powodu mojej rany ciągnęła się droga krwi. Od domu, aż tu. Robiłam się senna. W końcu Oshee otworzył. Spojrzał na mnie przerażony, a ja uśmiechnęłam się maskując grymas bólu. Krzyknął on coś i wtedy przyszła Este. Potrząsała mną delikatnie i coś mówiła, ale słyszałam jedynie stłumione i nieuchwytne głosy.
-Haru...szukać...walka...zasadzka...Bell...kłopoty...-Zdołałam jedynie wydukać i wszystko wokół się zamazało.
<Co dalej?>
-Haru...szukać...walka...zasadzka...Bell...kłopoty...-Zdołałam jedynie wydukać i wszystko wokół się zamazało.
<Co dalej?>
Od Este Do Haru
- Este ...-usłyszałam miły głos nad głową otworzyłam oczy i zobaczyłam Osheego uśmiechał się
- Hej...-powiedziałam a on mnie pocałował w czoło. Skrzywiłam się on lekko się usmiechną- Przeprasza... nie moge sie opanować...
- Eh...
- Prosze-powiedział i podał mi piękną sukienkę
- Nie ja nie, nie mogę...-zamarłam na widok skienki
- Proszę... dla mnie...-uśmiechnął się
- No... no dobrze..-uśmiechnęłam sie i zabrałam sukienkę - A i jeszcze jedno gdzie jest łazienka
- Prosto potem w lewo i następnie w prawo...
- Dziękuje -podziękowałam i poszłam się przebrać
- Hej...-powiedziałam a on mnie pocałował w czoło. Skrzywiłam się on lekko się usmiechną- Przeprasza... nie moge sie opanować...
- Eh...
- Prosze-powiedział i podał mi piękną sukienkę
- Nie ja nie, nie mogę...-zamarłam na widok skienki
- Proszę... dla mnie...-uśmiechnął się
- No... no dobrze..-uśmiechnęłam sie i zabrałam sukienkę - A i jeszcze jedno gdzie jest łazienka
- Prosto potem w lewo i następnie w prawo...
- Dziękuje -podziękowałam i poszłam się przebrać
***
Kiedy się przebrałam stanęłam przed Oshee i uśmiechnęłam się. Zrobiłam obrut...
- I jak ? -uśmiechnęłam się
- Wyglądasz cudnie... - w tym momęcie któs zaczął gwałtownie pukać do drzwi
( Co dalej ?)
Od Haru CD Este
-Cholera!-Walnąłem pięścią w ścianę.-Nie dość, że Catelyn bezmyślnie się nadwyrężyła, to jeszcze Este uciekła...-Wtedy zauważyłem na moim talerzu karteczkę od Cat. "Chroń Este".-Zastygłem. Westchnąłem i wziąłem Cat. Zaniosłem ją do łóżka i zobaczyłem, czy nic nie zagraża jej życiu, po czym wybiegłem z domu wrzeszcząc na całe gardło imię Este. Nigdzie nie mogłem jej znaleźć.
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Este Do Haru
Nie rozumiałam dlaczego Haru mówił coś o jakimś napadzie...nic nie pamiętam,pamiętam że upadłam...i że przebudziłam się na łóżku... nie wiem o czym mówił. Nie rozumiałam go pierwszy raz... Ale nie miałam ochoty dalej słuchać o cierpieniu Catelyn i poprostu olewając wszystko to co mi mówił Haru wyszłam... co mogło mi się stać na osiedlu gdzie każdy mnie zna ? Przecież nikt nie wybiegnie mi na spotkanie z kołkiem czy też tasakiem...
-Ale-ale...
- Ciiii...- położył mi palec wskazujący na usta
Wyznał mi że od początku był we mnie zakochany. Nie wiedziałam co mu powiedzieć poprstu przytuliłam go.
(Co dalej Haru?)
***
Miałam zamiar pójść do Osheego ale nie wiedziałam czy jest w domu... minęłam już domek 120...i 128 i wreszcie dotarłam do domku 130 w którym mieszkał Oshee zadzwoniłam dzwonkiem i nie musiałam nawet długo czekać kiedy zobaczyłam go w drzwiach...
- Hej. Co ty o tej poże tu robisz- uśmiechnął się
- Tęskniłam za tobą..-powiedziałam przez łzy rzycając mu się na szyję.
- Wow...-powiedział z uśmiechem - Ja też tęskniłem-odparł i przycisnął mnie do siebie...-Może wejdziemy ? - zaproponował
- Jasne- złapał mnie lekko za nadgarstek i wprowadził do domu
- Mam bardzo głupie pytanie ale nie odbierz go źle...
- Tak ? - zpaytałam z lekkim zdziwieniem i niepokojem w głosie
- Czemu dziś nie śpisz u siebie? - jego uśmiech był tak dyskretny, że musiałam się chwilkę przyglądać by stwierdzić że to uśmiech
- Ehh... miałam spać u siebie ale przyszedł Haru - w jego oczach zauważyłam lekką zazdrość - A potem niewiadomo jak u mnie znalazła się Catelyn była ranna obroniła Haru przed laserm... jej rana była spora a ty wiesz najlepiej że nie lubię patrzeć na cierpienie...
- Rozumiem cię...-odparł- Ale jakim cudem nie widziałaś Catelyn skoro byłaś cały czas w domu ?
- Ehh głupio mi o tym mówić ale dziś rano miałam telfon...bardzo dziwny telefon...jakiś głos który kojarzyłam mówił coś o mojim wyglądzie i ehhh miałam wrażenie że mnie opserwuje...Po tym zdarzeniu udałam sie jak najszybciej do domu... byłam przerażona... kiedy zadzwonił dzwonek bałam się że to ta osoba co do mnie dzwoniła ale był to Haru. Podobnie jak tobie opowiedziałam tą historię a on zaproponował mi by został u mnie na noc na wszelki wypadek więc przygotowałam wszystko i poszłam się myć kiedy usłyszałam jakiś huk Haru powiedział że nic się nie stało kiedy wszłam z łazienki faktycznie wszytko było wpożądku a Haru czytał jakiś liścik było na nim napisane "Przyjść po ciebie kochanie?" Coś w tym stylu... a potym upadłam i film mi się urwał... a potem jak wstałam była koło mnie Catelyn a Haru spał przy jej łóźku więc postanowiłam iść na zakupy no i ktoś rzucił we mnie kołek- wtym momencie podniosłam rękawek od koszuli nocnej Oshee przyglądał się i przytulił mnie do siebie...
- Ale Haru nic nie wie że poszłam do ciebie...- podniusł moją głowę i ukradł mi pocałunek ... spojrzałam sie na niego wstałam i podbiegłam ze złością do drzwi
- ESTE ! - krzyczał
- Myślałam że jesteś inny...- stanął przedemną i zablokował mi wyjście ... przytulił mnie do siebie a ja położyłam swoje ręce na jego klatce pirsiowej.
-Prosze zostań...-wyszeptał-Ale-ale...
- Ciiii...- położył mi palec wskazujący na usta
***
Resztę wieczoru spędziliśmy razem... Oshee nauczył grać mnie na gitarze... wiego ramionach czułam się bezpieczna...
Wyznał mi że od początku był we mnie zakochany. Nie wiedziałam co mu powiedzieć poprstu przytuliłam go.
(Co dalej Haru?)
Od Catelyn CD Oshee
Wpadałam do wielkiego dołu. Leciałam i leciałam, aż w końcu upadłam na ostre kamienie. Ból rozrywał moje ciało, a poranione nogi pulsowały. Nie mogłam zamienić się w kota, więc ucieczka przez małą szczelinę, którą dojrzałam odpadała. Musiałam iść dalej. Kiedy doszłam do wąskiego korytarza, przeleciało przeze mnie miliony małych igiełek, a na końcu, jedna z nich wbiła mi się w czoło...
Obudziłam się tak, jakby wróciło we mnie życiem- z otwartymi oczami i ciężkim oddechem próbującym złapać jak najwięcej powietrza. Wokół było ciemno, ale gdzieś w korytarzu słyszałam cichą muzykę i efekty specjalne. Po chwili dźwięki przerwał krzyk i nastała cisza. Śmiech i płacz. Uśmiechnęłam się cicho do siebie-oglądają horror. Ile ja spałam?-Zapytałam sama siebie i spojrzałam na zegarek. Była godzina 5 rano.-Kilka godzin...a wciąż brzuch mnie boli jakbym miała nową wentylację...-Z obawą odsunęłam kołdrę. Na brzuchu miałam zakrwawiony opatrunek. Musiał być jednak niedawno zmieniany. Zdjęłam go i zobaczyłam misternie zrobiony zespół szmatek leczniczych tak, by w pewien sposób tamowały krwawienie i uciskały ranę. Było też kilka szwów. Przywykłam do takich ran. Na moim pustkowiu czasami zdarzali się czarodzieje pragnący tylko jednego lub po prostu broniące się zwierzęta, które niestety musiały skończyć na moim talerzu.
Chwyciłam leżące obok bandaże i zawinęłam je na miejsce starego. Leżałam jeszcze chwilę na łóżku, ale nie mogąc zasnąć, postanowiłam złożyć wizytę zakochanym. Z czołgałam się więc z łóżka i na czworaka poszłam do pokoju, w którym słychać było dźwięki. Stanęłam chwiejnie na nogach, gdy zobaczyłam ich leżących obok siebie na łóżku w pozycji półsiedzącej. Este spała na ramieniu Haru, a ten oparł głowę o jej. Na kolanach mieli krzywo trzymającą się miskę z końcówką popcornu. W telewizorze leciała jakaś pełna napięcia scena. Zachichotałam, wyłączyłam telewizor, przykryłam ich kocem i "w nagrodę" wzięłam popcorn. Po co ma się marnować? Zagryzając małe pozostałości pyszności poszłam do kuchni i zaczęłam robić pancake. Przygotowałam syrop klonowy i ewentualną bitą śmietanę. Kiedy wszystko było gotowe, była mniej więcej godzina 7. Wtedy poczułam się senna. Ta rana jednak wiele mi utrudniała i męczyła. Zasnęłam więc na kanapie nim się zorientowałam.
Po jakimś czasie usłyszałam jeszcze głos Haru:
-Głupia, nie powinna była się ruszać z taką raną.-I całkowicie odpłynęłam.
<Co dalej?>
Obudziłam się tak, jakby wróciło we mnie życiem- z otwartymi oczami i ciężkim oddechem próbującym złapać jak najwięcej powietrza. Wokół było ciemno, ale gdzieś w korytarzu słyszałam cichą muzykę i efekty specjalne. Po chwili dźwięki przerwał krzyk i nastała cisza. Śmiech i płacz. Uśmiechnęłam się cicho do siebie-oglądają horror. Ile ja spałam?-Zapytałam sama siebie i spojrzałam na zegarek. Była godzina 5 rano.-Kilka godzin...a wciąż brzuch mnie boli jakbym miała nową wentylację...-Z obawą odsunęłam kołdrę. Na brzuchu miałam zakrwawiony opatrunek. Musiał być jednak niedawno zmieniany. Zdjęłam go i zobaczyłam misternie zrobiony zespół szmatek leczniczych tak, by w pewien sposób tamowały krwawienie i uciskały ranę. Było też kilka szwów. Przywykłam do takich ran. Na moim pustkowiu czasami zdarzali się czarodzieje pragnący tylko jednego lub po prostu broniące się zwierzęta, które niestety musiały skończyć na moim talerzu.
Chwyciłam leżące obok bandaże i zawinęłam je na miejsce starego. Leżałam jeszcze chwilę na łóżku, ale nie mogąc zasnąć, postanowiłam złożyć wizytę zakochanym. Z czołgałam się więc z łóżka i na czworaka poszłam do pokoju, w którym słychać było dźwięki. Stanęłam chwiejnie na nogach, gdy zobaczyłam ich leżących obok siebie na łóżku w pozycji półsiedzącej. Este spała na ramieniu Haru, a ten oparł głowę o jej. Na kolanach mieli krzywo trzymającą się miskę z końcówką popcornu. W telewizorze leciała jakaś pełna napięcia scena. Zachichotałam, wyłączyłam telewizor, przykryłam ich kocem i "w nagrodę" wzięłam popcorn. Po co ma się marnować? Zagryzając małe pozostałości pyszności poszłam do kuchni i zaczęłam robić pancake. Przygotowałam syrop klonowy i ewentualną bitą śmietanę. Kiedy wszystko było gotowe, była mniej więcej godzina 7. Wtedy poczułam się senna. Ta rana jednak wiele mi utrudniała i męczyła. Zasnęłam więc na kanapie nim się zorientowałam.
Po jakimś czasie usłyszałam jeszcze głos Haru:
-Głupia, nie powinna była się ruszać z taką raną.-I całkowicie odpłynęłam.
<Co dalej?>
środa, 12 sierpnia 2015
Od Oshee Do Haru
Szwędałem się jeszcze chwilę po lesie kiedy zobaczyłem Anabella...schowałem się za krzakami i patrzyłem co robi. Nagle wstał i poszedł w głąb lasu... Podniosłem się i stałem się niewidzialny pomimo to szedłem za nim kilka kroków dalej...
- Czemu on mi to robi !- powiedział i uderzył pięsiął w zdjęcie na ścianie było one starsznie zniszczone a w jednym mejscu był wbity nóż kiedy się bardziej przyjżałem było to zdjęcie Haru... Czyżby Anabell zakochał się w Este ? Szczerze nie chciałem znać ospowiedzi więc się zmyłem...
***
Nagle Anabell się odwrócił i zaczął sie rozglądać...pewnie mnie wyczół....zachowałem ostrożność... nagle pokiwał głową i ruszył przed siebie... szliśmy tak ponad 3km kiedy ujrzałem domek na drzewie... Anabell wszedł po drabinie a ja podskokiem znalazłem się na "tarasie" domku... a Anabell wszedł do domku nie zamykając drzwi...-Zobaczymy- pomyślałem i wszedłem do domku... Domek był z bardzo ciemnnego drewna by kamuflował się w lesie. W domku znajdowały się zdjęcia... ale co najdziwniejsze były to zdjęcia..........Este.... jak nawet o tym nie wiedziała....zdjęcia były ze naprawde dawnych lat...niektóre były czarno białe...nagle Anabell podszedł do pustej ramki i wsadził tam zdjęcie Este ale z tego dnia...wiedziałem to bo napisał na zdjęciu dzisiejszą datę.- Czemu on mi to robi !- powiedział i uderzył pięsiął w zdjęcie na ścianie było one starsznie zniszczone a w jednym mejscu był wbity nóż kiedy się bardziej przyjżałem było to zdjęcie Haru... Czyżby Anabell zakochał się w Este ? Szczerze nie chciałem znać ospowiedzi więc się zmyłem...
***
Kiedy byłem już w domu położyłem się na łóżko i zaczęłem rozmyślać co dalej będzie...czy powiedzieć o tej sytułacji Este czy też nie...
(Co dalej?)
Od Haru CD Este
Zerwałem się na równe nogi i stałem przez chwilę na środku pokoju nasłuchując. Usłyszałem ponowny krzyk. Był to krzyk Este. W ułamku sekundy znalazłem się u źródła.
-Ch-chciałam tylko zrobić coś do jedzenia naszej trójce...w podzięce...-Wyglądała na smutną. Podniosłem jej brodę.
-Dziękuję...ale nigdy więcej tego nie rób.
-Okej...
-No, skończyłem.-Kiedy to powiedziałem, usłyszałem ciche pomruki z pokoju, w którym znajdowała się Catelyn. Były to jęki, nieme krzyki i szamotanie się. Kiedy byłem przy niej, nadal spała tylko...miała koszmar.
-C-co jej się stało?-Zapytała Este widząc jej ogromną ranę.
-Osłoniła mnie przed atakiem...laserem...
<Co dalej?>
***
-Coś Ty sobie myślała wychodząc po ataku niezrównoważonego człowieka.-Mówiłem opatrując ją.-Ch-chciałam tylko zrobić coś do jedzenia naszej trójce...w podzięce...-Wyglądała na smutną. Podniosłem jej brodę.
-Dziękuję...ale nigdy więcej tego nie rób.
-Okej...
-No, skończyłem.-Kiedy to powiedziałem, usłyszałem ciche pomruki z pokoju, w którym znajdowała się Catelyn. Były to jęki, nieme krzyki i szamotanie się. Kiedy byłem przy niej, nadal spała tylko...miała koszmar.
-C-co jej się stało?-Zapytała Este widząc jej ogromną ranę.
-Osłoniła mnie przed atakiem...laserem...
<Co dalej?>
Od Este Do Haru
-Hmmm?- otworzyłam oczy i lekko oparłam się na łokcajch próbując usiąść. Kiedy już coś zaczęłam widziec zobaczyłam Cat i Haru leżeli na sąsiednim łóżku... -Musiałam zębleć...- pomyślałam i spojrzałąm na Haru...- Dziękuje...-szepnęłam... Wstałam i poszałam coś zjeść. Kiedy otworzyłam lodówkę zobaczyłam jedynie pustkę. - Trzeba iść na zakupy...-odparłam. - Ale nim wyjdę muszę napisać Haru karteczkję by się nie martwił...
Hej nie martw się wrócę niedługo poszłam po coś do jedzenia...
Dziękuje ,że zostaniesz na noc ;p
Wyszłam z domu ....
Wracając ze sklepu z zakupami usłyszałam szelest... nie zwróciłam szczegółnej uwagi na ten dźwięk i szłam dalej... Nagle poczułam drasięcie na ręce...upusiciłam zakupy i spojrzałam na rozerwaną rękę... to było nie drasięcie tylko rana po ...po...po kołku ! Zabrałam siadki i przyspieszyłam nie co... Kiedy znalazłam się pod domem nie mogłam otworzyć drzwi... rana krwawiła... a ja zaczęłam krzyczeć nie tylko z bólu ale też z przerażenia miałam nadzieję, że Haru mnie usłyszy...
(Co dalej Haru ?)
Od Haru CD Este
Złapałem Este zanim ta uderzyła o ziemię. Co tu się dzieje do jasnej cholery? W tym momencie wpadł Anabell. Uśmiechnął się tylko i oślepił mnie laserem. Kiedy odzyskałem wzrok, jego ani Este już nie było. Zerwałem się na równe nogi i pognałem przed siebie szukając ich. Nie mogli odejść daleko. I znalazłem ich. Anabell niósł Este...gdzieś. Wkurzyłem się. Rozłożyłem ręce do magii, którą teraz chciałem użyć. Zamknąłem oczy.
-Nie wystraszysz mnie tą iluzją.-Wtedy otworzyłem oczy, a wszystkie latające obiekty uderzyły w niego. Nim Este upadła, chwyciłem ją. Anabell był poobijany, nieprzytomny i domyślam się, że nieźle wkurzony. Wstałem trzymając w ramionach Este i zacząłem odchodzić, kiedy usłyszałem huk. Odwróciłem się i zobaczyłem, że za mną stała plecami do mnie Catelyn, która w tym momencie upadała. Ręką, którą trzymałem nogi Este, chwyciłem głowę Katelyn, by nie uderzyła nią o ziemię. Wtedy zobaczyłem na jej brzuchu sporą ranę. Spojrzałem na Anabell, który ocknął się. Teraz rozumiałem. Catelyn osłoniła mnie przed jego laserem. Jej rana była poważna. Uderzyłem Anabella kulą kolorów, która wypłynęła z mojej ręki, a kiedy byłem pewien, że tym razem nie pośle mi lasera w plecy, założyłem na nie Catelyn. Było ciężko utrzymać, by żadna z dziewczyn nie uderzyła o ziemię...zdziwił mnie tylko jeden fakt...DLACZEGO CATELYN MIAŁA NA SOBIE JEDYNIE BIELIZNĘ (chociaż tyle)?
W domu położyłem je na osobnych łóżkach i opatrzyłem. Kiedy usiadłem przy nieprzytomnej Cat, która była w o wiele gorszym stanie niż Este, która była tylko nie przytomna, wyszeptałem:
-I po coś Ty to zrobiła Cat...-Zacisnąłem ręce w pięść i położyłem je na czole, a łokcie oparłem o jej łóżko. Włosy zasłaniały mi oczy. Poczułem łzy na policzkach. Nie chcę, by ktokolwiek był chociażby smutny przeze mnie...-Dziękuję.-Wyszeptałem.-Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.-Mówiłem tak jeszcze przez jakiś czas leżąc ze skrzyżowanymi rękami na jej łóżku i głową opartą tak, że twarz była pomiędzy nimi zwrócona do pościeli, a twarzy nie było widać. W tej pozycji zasnąłem.
<Co dalej Este?>
Zajrzyj w niebiosa, otwórz je na oścież... Poprzez poświatę wszystkich gwiazd na nieboskłonie, Pozwól im siebie poznać, poprzez mnie... O Tetrabibliosie... Jam ten, który gwiazdami włada... Uwolnij swą postać, swą wrogą bramę. Niech 88 znaków... Zabłyśnie URANOMETRIA!
Wokół mnie pojawiły się kolorowe kule i gwiazdy. Anabell patrzył chwilę oszołomiony, ale po chwili zaśmiał się i powiedział.
-Nie wystraszysz mnie tą iluzją.-Wtedy otworzyłem oczy, a wszystkie latające obiekty uderzyły w niego. Nim Este upadła, chwyciłem ją. Anabell był poobijany, nieprzytomny i domyślam się, że nieźle wkurzony. Wstałem trzymając w ramionach Este i zacząłem odchodzić, kiedy usłyszałem huk. Odwróciłem się i zobaczyłem, że za mną stała plecami do mnie Catelyn, która w tym momencie upadała. Ręką, którą trzymałem nogi Este, chwyciłem głowę Katelyn, by nie uderzyła nią o ziemię. Wtedy zobaczyłem na jej brzuchu sporą ranę. Spojrzałem na Anabell, który ocknął się. Teraz rozumiałem. Catelyn osłoniła mnie przed jego laserem. Jej rana była poważna. Uderzyłem Anabella kulą kolorów, która wypłynęła z mojej ręki, a kiedy byłem pewien, że tym razem nie pośle mi lasera w plecy, założyłem na nie Catelyn. Było ciężko utrzymać, by żadna z dziewczyn nie uderzyła o ziemię...zdziwił mnie tylko jeden fakt...DLACZEGO CATELYN MIAŁA NA SOBIE JEDYNIE BIELIZNĘ (chociaż tyle)?
W domu położyłem je na osobnych łóżkach i opatrzyłem. Kiedy usiadłem przy nieprzytomnej Cat, która była w o wiele gorszym stanie niż Este, która była tylko nie przytomna, wyszeptałem:
-I po coś Ty to zrobiła Cat...-Zacisnąłem ręce w pięść i położyłem je na czole, a łokcie oparłem o jej łóżko. Włosy zasłaniały mi oczy. Poczułem łzy na policzkach. Nie chcę, by ktokolwiek był chociażby smutny przeze mnie...-Dziękuję.-Wyszeptałem.-Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.-Mówiłem tak jeszcze przez jakiś czas leżąc ze skrzyżowanymi rękami na jej łóżku i głową opartą tak, że twarz była pomiędzy nimi zwrócona do pościeli, a twarzy nie było widać. W tej pozycji zasnąłem.
<Co dalej Este?>
Od Este do Haru
Bałam się ... zakęciło mi się w głowie ... upadłam...film mi się urwał...
(Co dalej Haru ?)
(Co dalej Haru ?)
CD od Ayato
Z samego rana udałem się na szybki spacer po ogrodzie...
- Witaj...-powidział Reiji... Nie nawidziłem gościa...zawsze sie podlizywał Alvaro i strasznie na niego leciał...
- Czego...?
- Słyszałem,że masz na oku jakąś kobitę...hi hi hi...-zaśmiał się gejowslkim śmiechem takim, że aż mi się zrobiło niedobrze...
-...- nic już na to nie odpowiedziałem i poprostu otrzedłem
- Pozdrów odemnie Alvaro...mrrr...
- Fu...-pomyślałem odchodząc
Kiedy znalazłem się w internacie... spotkałem Kujaku
- Hej-powiedziałem dając piątkę
- Siema...-powiedział odwzajemniając ruch ręką- Widziałem cię i Reijiego... jak ty możesz z nim gadać ?
- Ech sam nie wiem... i tak go olewam...
- Uważaj bo się w tobie zakocha...hahahahhaah
- Nawet tak nie żartuj- uśmiechnęłem się lekko- Dobra ja spadam...
- Spoko... do zoba na kolacji...
- No nara...-odparłem i udałem się po schodach w górę do swego pokoju.
Otworzyłem drzwi i rzuciłem sie na kanapę...
- Witaj...-powidział Reiji... Nie nawidziłem gościa...zawsze sie podlizywał Alvaro i strasznie na niego leciał...
- Czego...?
- Słyszałem,że masz na oku jakąś kobitę...hi hi hi...-zaśmiał się gejowslkim śmiechem takim, że aż mi się zrobiło niedobrze...
-...- nic już na to nie odpowiedziałem i poprostu otrzedłem
- Pozdrów odemnie Alvaro...mrrr...
- Fu...-pomyślałem odchodząc
Kiedy znalazłem się w internacie... spotkałem Kujaku
- Hej-powiedziałem dając piątkę
- Siema...-powiedział odwzajemniając ruch ręką- Widziałem cię i Reijiego... jak ty możesz z nim gadać ?
- Ech sam nie wiem... i tak go olewam...
- Uważaj bo się w tobie zakocha...hahahahhaah
- Nawet tak nie żartuj- uśmiechnęłem się lekko- Dobra ja spadam...
- Spoko... do zoba na kolacji...
- No nara...-odparłem i udałem się po schodach w górę do swego pokoju.
Otworzyłem drzwi i rzuciłem sie na kanapę...
Od Haru Cd Este
Kiedy ścieliłem łóżko, przez okno wpadł kamień rozbijając szybę. Usłyszałem krzyk Este:
-Haru, wszystko okej?
-Tak, spokojnie!-Odkrzyknąłem i rozwinąłem kartkę owiniętą wokół kamyka. Użyłem mojej poduczonej na poziomie podstawowym magii czasu (miałem nią władać na początku, ale o wiele bardziej zainteresowały mnie gwiazdy) i naprawiłem szybę. Wróciłem do karteczki. Powoli przeczytałem słowa układające się w zdania nie przeoczając żadnej kropki ani plamy. Wtedy do pokoju weszła zaniepokojona Este.
-Co się stało?-Zapytała. Nie wiedziałem, czy udać, że nic, żeby się nie martwiła, czy może powiedzieć jej prawdę. Rozważałem wszystkie za i przeciw. W końcu powiedziała:-Rozumiem twoją troskę, ale kiedy mam kłopoty, wolę znać wszystkie szczegóły.-Powiedziała i wzięła jak dotąd ukrytą pod nogą kartkę.
-Mówiłem Ci, żebyś nie grzebała mi w głowie.
-Ups.-Powiedziała zamyślona nie spuszczając wzroku z kartki.-"Kochanie przyjdę po Ciebie"? Co to ma być?
-Mnie pytasz? ...Myślisz, że to ten sam facet?
-Bez wątpienia.
<Co dalej Este?>
-Haru, wszystko okej?
-Tak, spokojnie!-Odkrzyknąłem i rozwinąłem kartkę owiniętą wokół kamyka. Użyłem mojej poduczonej na poziomie podstawowym magii czasu (miałem nią władać na początku, ale o wiele bardziej zainteresowały mnie gwiazdy) i naprawiłem szybę. Wróciłem do karteczki. Powoli przeczytałem słowa układające się w zdania nie przeoczając żadnej kropki ani plamy. Wtedy do pokoju weszła zaniepokojona Este.
-Co się stało?-Zapytała. Nie wiedziałem, czy udać, że nic, żeby się nie martwiła, czy może powiedzieć jej prawdę. Rozważałem wszystkie za i przeciw. W końcu powiedziała:-Rozumiem twoją troskę, ale kiedy mam kłopoty, wolę znać wszystkie szczegóły.-Powiedziała i wzięła jak dotąd ukrytą pod nogą kartkę.
-Mówiłem Ci, żebyś nie grzebała mi w głowie.
-Ups.-Powiedziała zamyślona nie spuszczając wzroku z kartki.-"Kochanie przyjdę po Ciebie"? Co to ma być?
-Mnie pytasz? ...Myślisz, że to ten sam facet?
-Bez wątpienia.
<Co dalej Este?>
wtorek, 11 sierpnia 2015
Od Este Do Haru
Zapowiadała się super zabawa. Haru zdziwł mnie tym pytaniem czy może spać w moim pokoju. Był moim przyjacielem i to pirwszego poznałam w nowej szkole.
-Este ? -usłyszałam
- Tak ?- podeszłam do drzwi i spojrzałam się na podłogę gdzie był Haru zawijający pompkę od materaca.
- Chciałem się spytać czy dostanę jakiś śpiwów ? -uśmiechnął się i złapał się ręką za kark
- Co ? A tak,tak jasne...-powiedziałam i podeszłam do szafy otworzyłam ją i wyjęłam prześcieradło, poduszkę i kołdrę. - Proszę - podałam mu- Ja pójdę się umyć i przebrać ty tym czasem możesz pościelić sobię pościel.- Powiedziałam i poszłam się wykompać ... Kiedy już się wykompałam owinęłam się w ręczik i już miałam się przebrać kiedy usłyszałam jakiś huk...
-HARU WSZYSTKO OK ?!-krzyknęłam
(Co to było Haru ?)
-Este ? -usłyszałam
- Tak ?- podeszłam do drzwi i spojrzałam się na podłogę gdzie był Haru zawijający pompkę od materaca.
- Chciałem się spytać czy dostanę jakiś śpiwów ? -uśmiechnął się i złapał się ręką za kark
- Co ? A tak,tak jasne...-powiedziałam i podeszłam do szafy otworzyłam ją i wyjęłam prześcieradło, poduszkę i kołdrę. - Proszę - podałam mu- Ja pójdę się umyć i przebrać ty tym czasem możesz pościelić sobię pościel.- Powiedziałam i poszłam się wykompać ... Kiedy już się wykompałam owinęłam się w ręczik i już miałam się przebrać kiedy usłyszałam jakiś huk...
-HARU WSZYSTKO OK ?!-krzyknęłam
(Co to było Haru ?)
Od Haru CD Este
-Myślę, że w razie czego powinienem spać w Twoim pokoju, chyba, że wolisz mieć więcej prywatności. W takim razie mogę spać nawet w piwnicy.-Zaśmiałem się.
-W takim razie u mnie w pokoju.-Uśmiechnęła się. Zobaczyłem na jej policzku rumieniec. Nie rozumiałem o co chodzi. Kiedy ja pompowałem materac, ona ustawiła nasze małe "kino" i włączyła jeden z filmów, który przyniosłem. Były to horrory. Kiedy skończyłem słać sobie łóżko, poszedłem do kuchni po miski i napełniłem je chipsami. Szykowała się ciekawa, pełna horrorów noc.
<Co dalej Este?>
-W takim razie u mnie w pokoju.-Uśmiechnęła się. Zobaczyłem na jej policzku rumieniec. Nie rozumiałem o co chodzi. Kiedy ja pompowałem materac, ona ustawiła nasze małe "kino" i włączyła jeden z filmów, który przyniosłem. Były to horrory. Kiedy skończyłem słać sobie łóżko, poszedłem do kuchni po miski i napełniłem je chipsami. Szykowała się ciekawa, pełna horrorów noc.
<Co dalej Este?>
Od Este Do Haru
Czułam sie bardzo nie dobrze po tym co sie wydarzyło godzinę temu miałam nadzieje że ta sytulacja sie więcej nie powtórzy ale na wszelki wypadek zgodziłam sie by moj przyjaciel został ze mna na noc... Co było dziwne gdyż nigdy u mnie nie spał chłopak bałam sie trochę ale czyulam tez energię która mnie rozpierała ...
- Możesz zostać przygotuje ci materac- wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę strychu tam przy schodach stał karton podniosłam go i poszłam do salonu spytać sie gdzie będzie Haru najlepiej spać a on odpowiedział :( Co odpowiedziałeś Haru?)
Od Haru CD Este
-Halo? Jest tam ktoś?-Zawołałem.-Pomyślałem, że skoro jesteś sama w domu, to może przyjdę...wziąłem chipsy i dobre filmy.-Uśmiechnąłem się. Este chwilę później stała przede mną z otwartymi drzwiami. Coś było nie tak.
-Coś się stało?-Zapytałem.
-N-nie...w porządku.-Powiedziała po chwili wahania.
-Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko?-Zapytałem gdy już wpuściła mnie do środka.
-J-ja dostałam dziwny telefon. Jakiś znajomy głos, którego nie rozpoznałam mówił coś o tym, że mam ładne włosy, czy coś...ale to nie był zwykły komplement...on to mówił, jakby mnie widział w tamtym momencie. Boję się trochę...
-Nie martw się.-Uśmiechnąłem się.-Nic Ci nie będzie. Jeśli chcesz, zostanę z Tobą na noc.
<Co dalej?>
-Coś się stało?-Zapytałem.
-N-nie...w porządku.-Powiedziała po chwili wahania.
-Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko?-Zapytałem gdy już wpuściła mnie do środka.
-J-ja dostałam dziwny telefon. Jakiś znajomy głos, którego nie rozpoznałam mówił coś o tym, że mam ładne włosy, czy coś...ale to nie był zwykły komplement...on to mówił, jakby mnie widział w tamtym momencie. Boję się trochę...
-Nie martw się.-Uśmiechnąłem się.-Nic Ci nie będzie. Jeśli chcesz, zostanę z Tobą na noc.
<Co dalej?>
Od Ayato
- Hej Camus widziałem dziś idealną laskę dla ciebie ! -uśmiechnąłem się
- Opisz mi ją ...-powiedział łagodnym głosem
- Jest mała ... okrągła w interesujących miejscach no i ma długie włosy .... to co lubiszzzz hehehe
- Twój opis jest uroczy ale nie jestem pewien...
- No dawaj ...
Nagle w pokoju ni stąd ni zowąd pojawił się Alvaro... Przeodnioczący sekty... Według mnie to ja powinienem być przewodniczącym...
- Ayato ...-wyrwał mnie lodowatym lecz opanowanym tonem z toku myślenia
- Tak... -zgięłem się w pasie dając ukłon
- O czym wy tu gadacie...
- O niczym Panie - uśmiechnęłem się szeroko by zakryć kłamstwo
- Wiem, że kłamiesz... Pamiętam w sekcie nie mogą się pojawić wampiry płci przeciwnej...
- Ale ona jest taka sexy...- oznajmiłem pokazując ręką w powietrzu krągłości dziewczyny
- Zamknij się i weś sie do pracy...-rozkazał lodowatym tonem i zniknął w mroku
- Z niego jest straszny maruda...-zauważył Raito opierający się o framugę drzwi
Głównie w sekcie byli geje... ale tacy co lubili czasem poglądać jak normalni faceci dziewczyny .... Byli tacy dwaj Joa i Towo praktycznie idętyczni oni to byli geje już na sto dwa ... Nie nawidziłem ich... przy nas cały czas się....mi...mi...miziali.... feefehegfehe..... bleee... ale bili też normalni goście jak Murd, Pix, Kujaku,Raito i mój kumpel po części niestety gej Camus... no i Ayato... to on ma prawo spotykania się z dziewczynami my tylko mu służymy .... takie prawo krwi... ehhhhhh .... szkoda nawet o tym myśleć wole pomyśleć o tej dziewczynie ....brrrr... asz ciarki przechodzą.
CDN
Od Este do Zero
- Ja...ja przepraszam...- w tym momęcie rozbrzmiał dzwonek ja wstałam szybko i zasunęłam krzesło.
-Este! Co ty robisz... Lepiej wracaj już do domu... - powiedziałam w myślach i wyszłam z budynku kierując się w stronę domu. Wieziałam ,że kiedy wróce już nikogo tam nie zastanę. Grey uciekł Mirror i Tarumi ruszyły by go poszukać... Wszyscy porozchodzili się w swoje strony.
W tym momęcie zadzwonił mi telefon. Wyjęłam go i przyłorzyłam przedmiot do ucha.
-Halo?- zaczęłam
- Witaj...- odezwała się osoba po drugiej stronie - Wyglądasz dziś bosko... twoje włosy ... te czarne jak popiół włosy...
Rzuciałam telefon na podłogę i zdeptałam go. Z łzami w oczach pobiegłam jak szybko tylko do domu.
KIedy byłam już w środku zakluczyłam się na wszystkie spusty. Uśadam na kanapie i właczyłam telewizor....
- Dziwne- myślałam- Głos wydawał się taki znajomy...
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi...
(Co dalej Haru ?)
-Este! Co ty robisz... Lepiej wracaj już do domu... - powiedziałam w myślach i wyszłam z budynku kierując się w stronę domu. Wieziałam ,że kiedy wróce już nikogo tam nie zastanę. Grey uciekł Mirror i Tarumi ruszyły by go poszukać... Wszyscy porozchodzili się w swoje strony.
W tym momęcie zadzwonił mi telefon. Wyjęłam go i przyłorzyłam przedmiot do ucha.
-Halo?- zaczęłam
- Witaj...- odezwała się osoba po drugiej stronie - Wyglądasz dziś bosko... twoje włosy ... te czarne jak popiół włosy...
Rzuciałam telefon na podłogę i zdeptałam go. Z łzami w oczach pobiegłam jak szybko tylko do domu.
KIedy byłam już w środku zakluczyłam się na wszystkie spusty. Uśadam na kanapie i właczyłam telewizor....
- Dziwne- myślałam- Głos wydawał się taki znajomy...
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi...
(Co dalej Haru ?)
niedziela, 19 kwietnia 2015
Od Zero CD Este
-Przestaniesz w końcu mnie obserwować?-Zapytałam.
-J-ja nie wiem o czym ty mówisz...-Udawała głupią. Przez wszystkie lekcje byłam uważna obserwując co się wokół mnie dzieje. Zanotowałam w głowie wszystko, co działo się dzisiaj w klasach. Również wzrok Este spoglądający na mnie ukradkiem.
-Przestań udawać idiotkę...dlaczego mnie obserwujesz?
-J-ja...
<Dlaczego, Este?>
-J-ja nie wiem o czym ty mówisz...-Udawała głupią. Przez wszystkie lekcje byłam uważna obserwując co się wokół mnie dzieje. Zanotowałam w głowie wszystko, co działo się dzisiaj w klasach. Również wzrok Este spoglądający na mnie ukradkiem.
-Przestań udawać idiotkę...dlaczego mnie obserwujesz?
-J-ja...
<Dlaczego, Este?>
Od Este CD Zero
Zdziwiło mnie zachowanie dziewczyny. Była tak jakby...tajemnicza? Roztaczała wokół siebie dziwną aurę. Nie potrafiłam tego zrozumieć. Siedziałam tak jeszcze do końca przerwy i ruszyłam na lekcje.
Po kolejnym męczącym dniu w szkole, poszłam do domu i padłam na łóżko.-Hmmm...śmieszna dziewczyna.-Uśmiechnęłam się do siebie.-Ciekawe, czy na prawdę ma taką cerę, czy to makijaż...zaintrygowała mnie...i jeszcze to imię...może ma jakiś związek z moim ojcem? Ale...hum...jest człowiekiem...a może skłamała? Ma ostre zęby...na oko. Jutro z nią pogadam. Spróbuję się z nią zaprzyjaźnić.
Następnego dnia, odnalazłam Zero. Okazało się, że kilka lekcji mamy w tej samej klasie, więc bez wahania zaproponowałam jej siedzenie razem. Bez entuzjazmu rzuciła "jak chcesz" i padła na krzesło. Usiadłam obok niej i przypatrywałam jej się ukradkiem. Zazwyczaj nie słuchała na lekcjach, tylko bawiła się czymś lub spała. Nie zwracała na mnie uwagi, więc mogłam obserwować jej ruchy i twarz. To...nie wyglądało na makijaż. Raczej jak prawdziwe plamy skórne. Jednak nie wyglądała też na chorą. Dziwne. Zauważyłam też, że nie mogę czytać jej w myślach. Kiedy próbuję, słyszę straszny mętlik podobny do odgłosów wydawanych przez zepsute radio. W końcu Zero się odezwała:
<Co powiedziałaś Zero?>
Po kolejnym męczącym dniu w szkole, poszłam do domu i padłam na łóżko.-Hmmm...śmieszna dziewczyna.-Uśmiechnęłam się do siebie.-Ciekawe, czy na prawdę ma taką cerę, czy to makijaż...zaintrygowała mnie...i jeszcze to imię...może ma jakiś związek z moim ojcem? Ale...hum...jest człowiekiem...a może skłamała? Ma ostre zęby...na oko. Jutro z nią pogadam. Spróbuję się z nią zaprzyjaźnić.
Następnego dnia, odnalazłam Zero. Okazało się, że kilka lekcji mamy w tej samej klasie, więc bez wahania zaproponowałam jej siedzenie razem. Bez entuzjazmu rzuciła "jak chcesz" i padła na krzesło. Usiadłam obok niej i przypatrywałam jej się ukradkiem. Zazwyczaj nie słuchała na lekcjach, tylko bawiła się czymś lub spała. Nie zwracała na mnie uwagi, więc mogłam obserwować jej ruchy i twarz. To...nie wyglądało na makijaż. Raczej jak prawdziwe plamy skórne. Jednak nie wyglądała też na chorą. Dziwne. Zauważyłam też, że nie mogę czytać jej w myślach. Kiedy próbuję, słyszę straszny mętlik podobny do odgłosów wydawanych przez zepsute radio. W końcu Zero się odezwała:
<Co powiedziałaś Zero?>
wtorek, 7 kwietnia 2015
Od Zero
-Hum jest tu tak jakby...wesoło? Bleeeee.-Powiedziałam oglądając moją nową szkołę. Poszłam do swojego mieszkania i rozejrzałam się po nim. Kolorowo...dobrze, że słabo widzę kolory. Zeszłam na dół. Zastałam tam jakiegoś dziwnego chłopaka. Był uroczo uśmiechnięty...zaraz się porzygam. Wręczył mi czerwoną różę i powiedział, że wita w szkole. Spojrzałam na kwiatka, później na niego. Rzuciłam chwasta na ziemię mówiąc:
-Nie-na-widzę-Stanęłam na kwiecie stopą i zaczęłam nią kręcić.-Czer-wo-ne-go.-Spojrzałam na zbitego z tropu chłopaka i wyminęłam go. Poszłam się przejść. Po jakimś czasie jednak usiadłam na trawie i dałam promykom słońca ogrzewać moją białą skórę. Nawet "skamieniałe serca" lubią czasami promienie słońca. Po chwili jednak poczułam, że nie siedzę tu sama. Ktoś się do mnie dosiadł. Lekko zdenerwowana wścibskością ludzką, powoli przekręciłam głowę w stronę osoby siedzącej obok mnie. Była to białowłosa dziewczyna z tatuażem na szyi.
-A ty...to kto?-Zapytałam leniwie.
-Hum? Ach, tak. Witaj. Jestem Este.-Uśmiechnęła się życzliwie. Fu.-Aaaa ty...to?
-Zero.-Powiedziałam od niechcenia. Spojrzała na mnie dziwnie.
-Jakiej jesteś rasy?
-A co cię to?
-T-tylko pytam...
-Ludźkiej.-Powiedziałam swoją nazwą.
-L-ludźkiej?
-Człek, ludź...uh...
-Aaaa przepraszam.-Zaśmiała się.-Skąd jesteś? Słyszałam, że jesteś nowa.
-Straszsznie dużo gadasz.-Powiedziałam przeciągając pierwsze słowo.
-W-wybacz....a ty za to strasznie mało.
-Ale ja nie przeproszę...-Wstałam i zaczęłam iść przed siebie.
<Co dalej Este?>
-Nie-na-widzę-Stanęłam na kwiecie stopą i zaczęłam nią kręcić.-Czer-wo-ne-go.-Spojrzałam na zbitego z tropu chłopaka i wyminęłam go. Poszłam się przejść. Po jakimś czasie jednak usiadłam na trawie i dałam promykom słońca ogrzewać moją białą skórę. Nawet "skamieniałe serca" lubią czasami promienie słońca. Po chwili jednak poczułam, że nie siedzę tu sama. Ktoś się do mnie dosiadł. Lekko zdenerwowana wścibskością ludzką, powoli przekręciłam głowę w stronę osoby siedzącej obok mnie. Była to białowłosa dziewczyna z tatuażem na szyi.
-A ty...to kto?-Zapytałam leniwie.
-Hum? Ach, tak. Witaj. Jestem Este.-Uśmiechnęła się życzliwie. Fu.-Aaaa ty...to?
-Zero.-Powiedziałam od niechcenia. Spojrzała na mnie dziwnie.
-Jakiej jesteś rasy?
-A co cię to?
-T-tylko pytam...
-Ludźkiej.-Powiedziałam swoją nazwą.
-L-ludźkiej?
-Człek, ludź...uh...
-Aaaa przepraszam.-Zaśmiała się.-Skąd jesteś? Słyszałam, że jesteś nowa.
-Straszsznie dużo gadasz.-Powiedziałam przeciągając pierwsze słowo.
-W-wybacz....a ty za to strasznie mało.
-Ale ja nie przeproszę...-Wstałam i zaczęłam iść przed siebie.
<Co dalej Este?>
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Od Zero
-Szary,szary,szary,szary! Wszędzie kolor ten widzę.-Szłam po ciemnej uliczce nucąc sobie pod nosem melodyjkę. Za sobą ciągnęłam ogromny młot ubrudzony szarą mazią.-Jak to dobrze, że nie muszę oglądać tej okropnej czerwieni. Chyba się ze mną zgodzisz? NIGDY! Przyznaj, że też go nie lubisz...czerwień na twoich...rodzicach. Ahahahahahahahahahahahahah! PRZESTAŃ! Hum?-Poczułam łzy na policzkach. Dotknęłam je ręką i gwałtownie się zaśmiałam.-Więc teraz płaczesz...wkrótce nie będziesz mogła się nawet odezwać! To tylko kwestia czasu, aż stracisz siły na tyle, by po prostu siedzieć w "zamknięciu" na środku swojej podświadomości. Niestety, aby cię chronić, te kroki są ko-niecz-ne.-Wypowiedziałam ostatnie słowo wymachując przed sobą palcem wskazującym, po czum zachichotałam. Przerzuciłam młot przez ramię i szłam dalej wypatrując mojego następnego celu. Po chwili jednak się zatrzymałam nieco zdenerwowana.-Przestań mi mieszać w moich...zachciankach? IDŹ DO SZKOŁY, MOŻE TAM CIĘ NAPROSTUJĄ! Ahahahahahhahahahahahahahahahahah! Do szkoły?! Zgłupiałaś? Chociaż...interesujące by było pobawić się z grupką ludzi...jak z twoją przyjaciółką...kurde znowu ryczysz? Wezmą mnie za beksę! Dobrze, pójdę na to, ale nie rycz...to wnerwiające...-Spojrzałam w bok. Przede mną roztaczało się zbocze górki prowadzące do lasu. Hum.-Słyszałam, że niedaleko jest magiczna szkoła. Jestem co prawda zwykłym człowiekiem, ale może po drodze coś wymyślę...nauka magii...to może być coś! Mam pomysł!
-Kiciu kiciukiciukiciukiciu! Gdzie jesteś? Potrzebuję twojej pomocy! Chciałabym nauczyć się twojej magii!-Chodziłam po zakręconym lesie szukając kota. Nie był to oczywiście zwykły kot, a kot z Cheshire. Po jakimś czasie wypatrzyłam jego podstępny uśmiech. Stanęłam tuż przed nim i odpowiedziałam mu tym samym wyrazem twarzy. Utargowałam z nim kilka jego magicznych lekcji, a po nauce ruszyłam do szkoły. Cóż. Dobra zabawa wymaga wielu przygotowań. Mam nadzieję, że będzie warto. A może znajdę kogoś równie pokręconego, co ja? Huh.
-NIE WAŻ SIĘ COKOLWIEK IM ZROBIĆ! Ja? Zrobić? Nie przesadzaj...tylko się z nimi...pobawię. Zresztą i tak straciłaś kontrolę i przeszkadzałaś mi już w zbyt wielu morderstwach, gdy miałaś jeszcze moc. Ale teraz, możesz tylko od czasu do czasu zabrzmieć mi w głowie lub wypowiedzieć coś moimi ustami. Nie wiele ci to da, bo żebyś ich ostrzegła, nie dopuszczę.
-Kiciu kiciukiciukiciukiciu! Gdzie jesteś? Potrzebuję twojej pomocy! Chciałabym nauczyć się twojej magii!-Chodziłam po zakręconym lesie szukając kota. Nie był to oczywiście zwykły kot, a kot z Cheshire. Po jakimś czasie wypatrzyłam jego podstępny uśmiech. Stanęłam tuż przed nim i odpowiedziałam mu tym samym wyrazem twarzy. Utargowałam z nim kilka jego magicznych lekcji, a po nauce ruszyłam do szkoły. Cóż. Dobra zabawa wymaga wielu przygotowań. Mam nadzieję, że będzie warto. A może znajdę kogoś równie pokręconego, co ja? Huh.
-NIE WAŻ SIĘ COKOLWIEK IM ZROBIĆ! Ja? Zrobić? Nie przesadzaj...tylko się z nimi...pobawię. Zresztą i tak straciłaś kontrolę i przeszkadzałaś mi już w zbyt wielu morderstwach, gdy miałaś jeszcze moc. Ale teraz, możesz tylko od czasu do czasu zabrzmieć mi w głowie lub wypowiedzieć coś moimi ustami. Nie wiele ci to da, bo żebyś ich ostrzegła, nie dopuszczę.
sobota, 28 marca 2015
Od Shiro CD Greya
Kiedy dowiedziałam się, że Grey wyruszył w podróż, postanowiłam zrobić to samo, ale w innej intencji. Wzięłam Tarumi i ruszyłyśmy przed siebie. Chciałyśmy odnaleźć sposób na odczarowanie Tarumi. We dnie szłyśmy, a w nocy zbierałyśmy siły. Kiedy byłyśmy w górach, zaatakował nas potwór.
Nie umiałyśmy się obronić. Ja nie używałam magii, a Tarumi była tylko małą dziewczynką. Kiedy pędził w naszą stronę, wspięłyśmy się na drzewo. Nie wytrzymało ono jednak długo, bo po jednym uderzeniu stwora, runęło na ziemię. Mnie przygniotła wielka gałąź, a Tarumi nie zamierzała mnie zostawić. Byłyśmy w krytycznej sytuacji. Wtedy pojawiła się ona.
Szybsza od błyskawicy, zwinniejsza niż wiatr. Końcówka jej ogona płonęła, a miecz ciął twardą skórę stwora jak masło. Jej styl walki...był piękny. Ona...znałam ją...z legend, ale znałam. Nazywana była "Tańcząca z ostrzami". Rzeczywiście tańczyła. Kim była? Według legend, była dobrym duchem gór. Umiała przybrać postać małego liska. Co dziwniejsze, z takim samym liskiem zawsze chodziła. Jakby miała rozdwojenie jaźni i drugą część ukryła w nim. Przechodząc do jego ciała, łączyła swoje jaźnie. Dlatego legendy powiadają, że jako lis posiada ogromną moc i jest nieprzewidywalna...niestabilna. Ogon jej lisa był jakby z dymu...to znaczy jego końcówka, a czoło płonęło błękitnym ogniem. Był malutki, z czymś na szyi. Co dziwniejsze, gdy ona walczyła, nic nie robił, tylko biegał między jej nogami...jednak nie do końca biegał...on...jakby latał. To wszystko, co razem robili, przypominało układ taneczny. Jednak to nie do tego zmierzał lisek. On też walczył. Jego moc w jakiś sposób wpływała na wroga. Nikt jednak nie wie, czy to prawda i jak. On po prostu...nie przeszkadzał jej...tak myślę...Zanim zdążyłam połączyć te wszystkie wątki, ona ścierała krew ze swego ostrza. Nim do nas doszła, na potworze wyrosły kwiaty i trawa. Schowała miecze do pochw, spojrzała co z liskiem, który wciąż był przy jej nodze i spojrzała się na nas. Drzewo od razu stało się lżejsze, a brzuch, który został przygnieciony nie bolał. Wydostałam się spod gałęzi i podeszłam do dziewczyny.
-Dziękuję...yyyy....
-Carina.-Uśmiechnęła się.-Ten mały, to Enigma. A wy...-Zaczęła nam się przypatrywać.
Jednak nie czekała aż podamy imiona. Po prostu nas "obczajała". Mimo to z pośpiechem powiedziałam:
-Jestem Shiro, a to Tarumi...
-Tarumi...Tarumiiiiii? TARUMI?!
-C-coś nie tak?-Zapytała cicho.
-TAK! NIE! ... TARUMI!- Carina mocno uścisnęła Tarumi.
-O co chodzi?!-Krzyknęła zaskoczona.
-C-cóż...
-Znasz ją?-Zapytałam.
-Nie. Pierwsze widzę.-Odsunęła się Zadziwiająca postać.-Słyszałam o tobie całkiem sporo...twoja matka jest takim zadziwiającym smokiem...
-ZNASZ MOJĄ MATKĘ?!-Krzyknęła chwytając Carinę za ramiona.
-Hum...wiem też jak Ci pomóc, ale po kolei...
<Co dalej Grey(jeśli nie Grey to ktokolwiek twój)?>
Nie umiałyśmy się obronić. Ja nie używałam magii, a Tarumi była tylko małą dziewczynką. Kiedy pędził w naszą stronę, wspięłyśmy się na drzewo. Nie wytrzymało ono jednak długo, bo po jednym uderzeniu stwora, runęło na ziemię. Mnie przygniotła wielka gałąź, a Tarumi nie zamierzała mnie zostawić. Byłyśmy w krytycznej sytuacji. Wtedy pojawiła się ona.
Szybsza od błyskawicy, zwinniejsza niż wiatr. Końcówka jej ogona płonęła, a miecz ciął twardą skórę stwora jak masło. Jej styl walki...był piękny. Ona...znałam ją...z legend, ale znałam. Nazywana była "Tańcząca z ostrzami". Rzeczywiście tańczyła. Kim była? Według legend, była dobrym duchem gór. Umiała przybrać postać małego liska. Co dziwniejsze, z takim samym liskiem zawsze chodziła. Jakby miała rozdwojenie jaźni i drugą część ukryła w nim. Przechodząc do jego ciała, łączyła swoje jaźnie. Dlatego legendy powiadają, że jako lis posiada ogromną moc i jest nieprzewidywalna...niestabilna. Ogon jej lisa był jakby z dymu...to znaczy jego końcówka, a czoło płonęło błękitnym ogniem. Był malutki, z czymś na szyi. Co dziwniejsze, gdy ona walczyła, nic nie robił, tylko biegał między jej nogami...jednak nie do końca biegał...on...jakby latał. To wszystko, co razem robili, przypominało układ taneczny. Jednak to nie do tego zmierzał lisek. On też walczył. Jego moc w jakiś sposób wpływała na wroga. Nikt jednak nie wie, czy to prawda i jak. On po prostu...nie przeszkadzał jej...tak myślę...Zanim zdążyłam połączyć te wszystkie wątki, ona ścierała krew ze swego ostrza. Nim do nas doszła, na potworze wyrosły kwiaty i trawa. Schowała miecze do pochw, spojrzała co z liskiem, który wciąż był przy jej nodze i spojrzała się na nas. Drzewo od razu stało się lżejsze, a brzuch, który został przygnieciony nie bolał. Wydostałam się spod gałęzi i podeszłam do dziewczyny.
-Dziękuję...yyyy....
-Carina.-Uśmiechnęła się.-Ten mały, to Enigma. A wy...-Zaczęła nam się przypatrywać.
Jednak nie czekała aż podamy imiona. Po prostu nas "obczajała". Mimo to z pośpiechem powiedziałam:
-Jestem Shiro, a to Tarumi...
-Tarumi...Tarumiiiiii? TARUMI?!
-C-coś nie tak?-Zapytała cicho.
-TAK! NIE! ... TARUMI!- Carina mocno uścisnęła Tarumi.
-O co chodzi?!-Krzyknęła zaskoczona.
-C-cóż...
-Znasz ją?-Zapytałam.
-Nie. Pierwsze widzę.-Odsunęła się Zadziwiająca postać.-Słyszałam o tobie całkiem sporo...twoja matka jest takim zadziwiającym smokiem...
-ZNASZ MOJĄ MATKĘ?!-Krzyknęła chwytając Carinę za ramiona.
-Hum...wiem też jak Ci pomóc, ale po kolei...
<Co dalej Grey(jeśli nie Grey to ktokolwiek twój)?>
Od Grey'a do Tarumi
Patrzylem rozłamami na odchodzącą dziewczynę...postanowiłem sam znaleść Liro bez pomocy wiec kiedy minęły dwie godziny od odejścia dziewczyny ruszyłem w podróż bardziej w poszukiwanie Liro ... Bez wieści i bez żadnych ale to żadnych dolarów po odejściu ...
Od Shiro cD Greya
-Więc czyja?!-Krzyknęłam odwracając się.-To on Cię zostawił, czyż nie? Nie wiem co stało się tym wszystkim smokom! Nie wnikam czy to ich, czy nie ich wina! Nawet nie myślę nad tym gdzie mogą być! Chcę...ja tylko chcę...-Zaczęłam szeptać. Opadłam na kolana i zaczęłam płakać zakrywając dłońmi oczy.-Chcę normalnie żyć...bez smutku...bez problemów...j-ja...chcę stąd uciec...j-jako kot byłam na prawdę szczęśliwa...moja pamięć...powoli nikła...stawałam się normalnym kotem...czy nie mogę być szczęśliwa jako kot? Później...kiedy przyszedłeś...wszystko powróciło...wszystkie wspomnienia, w których był też smutek...ale i szczęście. Szczęście, że Cię widzę...jednak...myślałam, że Cię znam, a ty za każdym razem, gdy znów tak myślę, dajesz mi do zrozumienia, że wciąż się mylę...nie chcę tak żyć...nie jestem Ci potrebna...i...-Zaczęłam wstawać i mówić normalnie.-I chcę pomóc Tarumi...by również była szczęśliwa...jeśli wszystko pójdzie dobrze...może nie tylko ona zazna szczęścia, ale i wszyscy...smoczy...zabójcy...-Otarłam łzy, postawiłam uszy i znów ruszyłam w stronę domu. Uczucie pustki przytłaczało coraz bardziej...
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Shiro CD Greya
-Przemyśl to wszystko. Nie proszę Cię o zaakceptowanie jej ani zaufanie jej. Proszę tylko o pomoc. Nic Ci nie da wyżywanie się na niej za to, co zrobił Liro.-Kiedy to powiedziałam, po prostu odeszłam. Nie czułam wtedy smutku ani szczęścia. W głowie miałam jedynie pustkę. Tak samo jak w sercu...
<Co dalej?>
<Co dalej?>
Od Grey'a Do Tarumi
Zamarłem ...upadłem ... nie chciałem być aniołem więc straciłem to noe chciałem być w połowie wampirem straciłem to ...chciałem stać sie Smoczym Zabójcą z krwią smoczą w żyłach byłem nim ... Ale problem polegał na tym ,że niepotrafilem zaufać temu dziecku ...
- Zostaw mnie samego ...
-Ale...
-Odejdź !!!
(Co zrobisz?)
- Zostaw mnie samego ...
-Ale...
-Odejdź !!!
(Co zrobisz?)
Od Shiro CD Greya
-O czym ty mówisz? Kim był dla Ciebie...ty...Tobie też zniknął smok...
-Ta...
-Jeśli chcesz go odnaleźć, to nie krzycz na małą, która nic Ci nie zrobiła tylko pomóż jej! Gdybyś jej pomógł...to...
-To co?
-To mogłaby odnaleźć Liro!
<Co dalej?>
-Ta...
-Jeśli chcesz go odnaleźć, to nie krzycz na małą, która nic Ci nie zrobiła tylko pomóż jej! Gdybyś jej pomógł...to...
-To co?
-To mogłaby odnaleźć Liro!
<Co dalej?>
Od Grey'a Do Tarumi
- Co ci takiego zrobiły smoki ???- dziewczyna zapytała ponownie z oka poleciała mi łza ...
- Ksssa...
- Hmmm ???
- Zostawiły mnie ... On mnie zostwił
- Jaki on ?
- Liro Smok Wody
(Co dalej ?)
- Ksssa...
- Hmmm ???
- Zostawiły mnie ... On mnie zostwił
- Jaki on ?
- Liro Smok Wody
(Co dalej ?)
wtorek, 17 marca 2015
Od Shiro CD Tarumi
Dogoniłam Greya i zatrzymałam go.
-CO W CIEBIE WSTĄPIŁO?! Co ci jest...-Krzyczałam przez łzy.-O-o co chodzi...co ci takiego zrobiły smoki?
<Co dalej?>
-CO W CIEBIE WSTĄPIŁO?! Co ci jest...-Krzyczałam przez łzy.-O-o co chodzi...co ci takiego zrobiły smoki?
<Co dalej?>
Od Tarumi CD Greya
-Wiedziałam, że nie można mu ufać.-Przybrałam olewacką minę i takim też głosem to powiedziałam. Spojrzałam na zszokowaną Shiro i odeszłam. Kiedy zamykałam drzwi od pokoju, powiedziałam:
-Tylko to jakoś teraz odkręć, żeby nie zaatakował moich krewnych bo ja go zaatakuję...-I zamknęłam się w pokoju. Usłyszałam jak Shiro wybiega z pokoju.
<Co dalej Shiro?>
-Tylko to jakoś teraz odkręć, żeby nie zaatakował moich krewnych bo ja go zaatakuję...-I zamknęłam się w pokoju. Usłyszałam jak Shiro wybiega z pokoju.
<Co dalej Shiro?>
sobota, 14 marca 2015
Od Grey'a Do Shiro
Nie wierzyłem własnym uszom...upadłem na kolana uderzając pięściami o podłogę ... Włosy zakryły mi twarz ...uśmiechnęłam sie szatańsko Shiro przytuliła dziewczynkę ...
- Hyh ...Sądzisz ,że zrobię jej krzywdę ..-uśmiechałem sie
-Nie ja tylko ...- w tym momencie podniosłem wzrok moje oczy były takie jakie były kiedy Este mnie znalazła czyli Smocze ....nigdy nie byłem smokiem ... I nigdy nie chciałem nim być ...- Shiro przestraszyła sie ...dziewczynka jeszcze bardziej ...wstałem złapałem dziecko za koszulkę i podniosłem do góry ...tezymalem drugą ręką Shiro która płakała ...- Gdzie są inne smoki -zacisnęłem pieść
-...-dziewczynka milczała
- GDZIE ONE SĄ !!! -podniosłem głos dziewczynka nadal nic nie mówiła ...odrzuciłem ja na kanapę i wyskoczyłem przez okno ...biegłem przed siebie ... Licząc że rozprawie sie wkrótce z smokiem który ... Ehhh nie ważne ...
niedziela, 8 marca 2015
Od Shiro CD Greya
W środku nocy obudziło mnie coś jakby...przeczucie? Zaniepokojona poszłam do pokoju dziewczynek. Zobaczyłam Tarumi siedzącą na parapecie i wpatrującą się w księżyc w pełni.
-Tarumi...-Szepnęłam.-Powinnaś iść spać...-Ona zdziwiona spojrzała na mnie.
-Dlaczego? Chcę patrzeć na gwiazdy...mimo iż tutaj nie widać ich tak wiele...
-Ale jest już późno. Dziewczynki w twoim wieku już dawno śpią...
-Nigdy o tym nie słyszałam, a już jestem dość długo na tym świecie...
-Heh. 10 lat to nie jest dużo, skarbie.-Usiadłam obok niej i pogłaskałam ją po głowie.
-A kto ma 10 lat?
-Jak to kto...ty. A ile masz? 11? 9? A może 13?
-Mam 1 000 lat...
-Ehe ehe ehe...nie za dużo o dwa zera?
-Przestaniesz traktować mnie niepoważnie?
-W-wybacz...Ale jak to możliwe, że masz 1 000 lat? Ludzie tyle nie żyją...
-Bo nie jestem człowiekiem...a przynajmniej nie byłam do...-Na chwilę się zamyśliła.-Do tydzień temu.
-A czym byłaś przez te tysiąc lat?
-Smokiem...
-SMOKIEM?! One nie wyginęły?
-Nie, jak widzisz...albo raczej...jak powinnaś widzieć...-Posmutniała.
-W-wiesz...pomożemy ci! Znów staniesz się smokiem! ...tylko właściwie jak zmieniłaś się w człowieka?
-Zmienił mnie jakiś dziwny smok...
-Rozumiem. Nie martw się!-Pocałowałam ją w czoło, życzyłam dobranoc i wyszłam. Następnego dnia opowiadziełam o wszystkim Greyowi.
<Co ty na to Grey?>
-Tarumi...-Szepnęłam.-Powinnaś iść spać...-Ona zdziwiona spojrzała na mnie.
-Dlaczego? Chcę patrzeć na gwiazdy...mimo iż tutaj nie widać ich tak wiele...
-Ale jest już późno. Dziewczynki w twoim wieku już dawno śpią...
-Nigdy o tym nie słyszałam, a już jestem dość długo na tym świecie...
-Heh. 10 lat to nie jest dużo, skarbie.-Usiadłam obok niej i pogłaskałam ją po głowie.
-A kto ma 10 lat?
-Jak to kto...ty. A ile masz? 11? 9? A może 13?
-Mam 1 000 lat...
-Ehe ehe ehe...nie za dużo o dwa zera?
-Przestaniesz traktować mnie niepoważnie?
-W-wybacz...Ale jak to możliwe, że masz 1 000 lat? Ludzie tyle nie żyją...
-Bo nie jestem człowiekiem...a przynajmniej nie byłam do...-Na chwilę się zamyśliła.-Do tydzień temu.
-A czym byłaś przez te tysiąc lat?
-Smokiem...
-SMOKIEM?! One nie wyginęły?
-Nie, jak widzisz...albo raczej...jak powinnaś widzieć...-Posmutniała.
-W-wiesz...pomożemy ci! Znów staniesz się smokiem! ...tylko właściwie jak zmieniłaś się w człowieka?
-Zmienił mnie jakiś dziwny smok...
-Rozumiem. Nie martw się!-Pocałowałam ją w czoło, życzyłam dobranoc i wyszłam. Następnego dnia opowiadziełam o wszystkim Greyowi.
<Co ty na to Grey?>
sobota, 7 marca 2015
Od Greya Do Shiro
- Dobranoc-powiedziałem chowając skrzydła i stając sie starym sobą ... Kiedy wychodziłem z pokoju czułem jej wzrok na mnie udmiechnalem sie i zgasiłem światło...wyszedłem do swego pokoju nie było już tam Scarlett ponieważ dziś rano odleciała...odleciała poszukując przygód ...ja kiedy skończyłem o tym myślec położyłem sie na łuzku i zasnąłem ...
(Co dalej Shiro?)
czwartek, 5 marca 2015
Od Shiro CD Greya
Siedzieliśmy tak przez jakiś czas, aż łzy przestały mi lecieć. Wtedy G powiedział, że musi wracać. Uśmiechnęłam się, dałam mu buziaka i powiedziałam "dobranoc"
<co dalej?>
<co dalej?>
Od Shiro CD Greya
-Dlaczego więc powiedziała ci, że cię kocha, a ty... Czemu mówiliście, że ze sobą chodzicie? Dlaczego do jasnej cholery nie wyjaśniłeś mi tego wcześniej...-Z moich oczu zaczęły lać się łzy. Grey widząc to szybko mnie przytulił i powiedział:
<Co powiedziałeś?>
<Co powiedziałeś?>
Od Grey'a Do Shiro
- Musisz mnie wysłuchać !
- Kiedy ja nie chce !
Pocałowałem ja ona wszystko zrozumiała ... Z pocałunkiem przesłałem jej wszystko co miałem na myśli z tym "chodzeniem" ja i Scarlett nie byliśmy parą tylko ona chciała mi pomoc w uczeniu sie latać ...a ja uczyłem ją jak "polować"- to było w tym co przesłałem pocałunkiem Shiro
(Co dalej?)
Od Shiro CD Kinaya
Zdziwiło mnie, że G widząc, że Kinay trzyma mnie za rękę wzbudziło w nim...gniew? Nie byłam pewna co o tym myśleć, ale nie zamierzałam go o to pytać...jednak pewnej nocy, obudziła mnie czyjaś obecność. Odwróciłam się i zobaczyłam Greya. Kazałam mu wyjść i nie chciałam go wysłuchać, ale on kompletnie to ignorował i mówił swoje.
<Co mówiłeś Grey?>
<Co mówiłeś Grey?>
Od Kinay'a Do Shiro
Kiedy przechodziłem sobie korytarzem zobaczyłem gadającą samą do siebie Shiro podszedłem do niej ...
- Hej - powiedziałem ona przestraszyła sie i odwróciła sie ...
- H-hej ...ile słyszałeś ?
- Sporo ...
-...-nic nie odpowiedziała
- Nie przejmuj sie nim ...-powiedziałem chwytając ją za ręce ... W tym momencie przeszedł koło nas G spojrzał sie na nas i uśmiechną sie wrogo i wszedł do swojego pokoju ...wyglądał tak jak dawnej miał niebieskie włosy i był bez skrzydeł ...Wyglądało to tak jakby był w tamtej postaci tylko przy Scarlett...
(Co dalej ?)
środa, 4 marca 2015
Od Shiro CD Greya
Kiedy dowiedziałam się, że Scarlett i Grey ze sobą chodzą, byłam załamana...przecież on mi wyznał miłość, a Scarlett powiedziała, że na prawdę mnie lubi i nic się takiego nie wydarzy...ja...po co ja w ogóle wracałam...
-Shiro?-Rin weszła do pokoju.-Czemu płaczesz...
-T-to przejdzie...nie martw się.-Wymusiłam uśmiech.-Idź się pobaw z Tarumi.
-Ona nie chce. Siedzi sama w pokoju...chyba jest smutna...
-C-catelyn na pewno się z tobą pobawi...
-Dlaczego chcesz się mnie pozbyć? Czemu wszyscy są smutni?
-J-ja nie chcę się ciebie pozbyć...chcę po prostu pobyć trochę sama...nie wiem dlaczego Tarumi jest smutna, może się jej zapytaj? Przepraszam...
-Shiro ja...-Rin nie dokończyła i wyszła. Skuliłam się za łóżkiem i zalałam się kolejną falą łez...po chwili jednak coś zrozumiałam...jeśli wcześniej powiedział mi, że mnie kocha, a teraz chodzi z inną...to znaczy, że kłamał i...-Otarłam łzy.-i to jest żałosne...jak tak bardzo lubi grać na uczuciach dziewczyn, niech sobie gra...mnie to nie obchodzi. Nie ma co sobie zawracać nim głowy...mimo iż to boli...-Wstałam i wyszłam z pokoju. Myślałam, że tak jak poprzednio nasi rodzice nas przygarnęli, my przygarniemy te dwie, ale chyba zostanę "samotną matką"...zaśmiałam się...jakie to wszystko żałosne. Ok. Wychowam je i nauczę, żeby nie wierzyć pierwszemu lepszemu...nawet jeśli...się go kocha...-Poczułam kolejną falę łez, którą z trudem powstrzymałam.
<Co dalej?>
-Shiro?-Rin weszła do pokoju.-Czemu płaczesz...
-T-to przejdzie...nie martw się.-Wymusiłam uśmiech.-Idź się pobaw z Tarumi.
-Ona nie chce. Siedzi sama w pokoju...chyba jest smutna...
-C-catelyn na pewno się z tobą pobawi...
-Dlaczego chcesz się mnie pozbyć? Czemu wszyscy są smutni?
-J-ja nie chcę się ciebie pozbyć...chcę po prostu pobyć trochę sama...nie wiem dlaczego Tarumi jest smutna, może się jej zapytaj? Przepraszam...
-Shiro ja...-Rin nie dokończyła i wyszła. Skuliłam się za łóżkiem i zalałam się kolejną falą łez...po chwili jednak coś zrozumiałam...jeśli wcześniej powiedział mi, że mnie kocha, a teraz chodzi z inną...to znaczy, że kłamał i...-Otarłam łzy.-i to jest żałosne...jak tak bardzo lubi grać na uczuciach dziewczyn, niech sobie gra...mnie to nie obchodzi. Nie ma co sobie zawracać nim głowy...mimo iż to boli...-Wstałam i wyszłam z pokoju. Myślałam, że tak jak poprzednio nasi rodzice nas przygarnęli, my przygarniemy te dwie, ale chyba zostanę "samotną matką"...zaśmiałam się...jakie to wszystko żałosne. Ok. Wychowam je i nauczę, żeby nie wierzyć pierwszemu lepszemu...nawet jeśli...się go kocha...-Poczułam kolejną falę łez, którą z trudem powstrzymałam.
<Co dalej?>
Od Grey'a Do Rin
Spojrzałem na dziewczynkę i przewróciłem oczami ..."Kolejne dziwadło" pomyślałem i poszedłem do swojego pokoju do Scarlett ...
- O witaj ...-powiedziała z uśmiechem
- Cześć..-burknąłem i usiadłem rzucając sie na łóżko że dziewczyna aż podskoczyła ...
- Co sie stało ?
- Dom zamienia sie w sierociniec ...a ja z dnia na dzień robię sie coraz głośniejszy ...
- Jak chcesz możesz nic sie mojej krwi ...-spojrzałem sie na dziewczynę -anielska jeszcze ci pomoże i doda ci nowych umiejętności - uśmiechnęła sie
- Nie mogę ci tego zrobić ...
- Mi nie pogorszy sytuacji
- N-naprawdę ?
...wbiłem jej sie w szyje...nie przerywała tego jakoś specjalnie w pewnym momencie moje włosy stały sie granatowe i wszystko pociemniało ...
Wyrosły mi skrzydła a dziewczyna dotknęła mojego policzka na którym pojawił sie znak ...
-Siwienie wyglądasz - powiedziała dziewczyna
- Dzieki ty tez niczego sobie masz kły ...
Po kilku dniach zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi ja i Scarlett ... Pewnego dnia wyznała mi że mnie kocha ... Zaczęliśmy ze sobą chodzić ...
( Co dalej ?)
Od Tarumi
Jestem Tarumi i jestem smokiem. Przedstawię wam zupełnie inną historię niż kiedykolwiek słyszeliście. Legenda o nieznanym jeźdźcu. Pamiętam wszystko, jakby wydarzyło się to wczoraj.
Była wiosna. Przez prześwitujące, chude skorupki jajka widziałam cienie. Cień mamy, który widywałam codziennie o tej samej porze i światło słońca. Było bardzo jasne, więc mama bardzo często je zakrywała, żeby mnie i moje rodzeństwo nie oślepiało. Jakiś czas później, kiedy w moim jajku zabrakło pożywienia, uznałam, że chyba już czas je opuścić. Bardzo długo się wahałam, a gdy postanowiłam wyjść, zauważyłam, że moje rodzeństwo już to zrobiło.
Lekko uderzyłam w skorupkę. Nic się nie wydarzyło, więc uderzyłam mocniej. Nadal nic. Naparłam na nie całą siłą, aż pojawiło się malutkie pęknięcie. Stukałam w nie, aż mi się udało. Gdy wyszłam, zobaczyłam, że wokół mnie trwa czarna i nieprzenikniona noc budząca grozę we wszystkim co żywe, oprócz mnie. Od razu polubiłam noc i poczułam, że należy do mnie.
Gdy tylko opuściłam mój malutki dom, który nie należał już do mnie, przywitała mnie cała moja rodzina. Miałam matkę, piękną i wspaniałą smoczycę, która zachwycała swym urokiem. Na imię miała Dayane.
Miałam też siostrę, wodną smoczycę. Dostojna i z gracją, tak jak matka. Nazwano ją Lyra.
Następnego zobaczyłam brata. Wyglądał jak nietoperz. Cichy i szybki, a także nie grzeszył wielkością. Wyglądał jak demon, z którym lepiej nie zadzierać, a imię jego brzmiało Corpe.
Miałam jeszcze siostrę. Była również piękna, ale dzika i szalona. Była prędka jak wiatr i uwielbiała znikać. Przedstawiała żywioł wiatru. Nazywała się Canaya.
Wtedy przyleciał mój ojciec. Był ogromny i budzący postrach we wszystkich. Był dumny i silny, a także rozważny. Zwano go Thorn.
Ja, w przeciwieństwie do mojej rodziny nie byłam piękna ani dostojna. Byłam wręcz słaba.
Następnego dnia, matka zabrała nas do lasu na ziemię. Ojca zazwyczaj nie było. Polował albo podróżował. Nigdy dokładnie się nie dowiedziałam.
Cały dzień ganialiśmy i bawiliśmy się. Ja jednak szybko znudziłam się zabawą i zaczęłam uczyć się polowania. Kiedy mama to zauważyła, schyliła się do mnie i zaczęła dawać mi rady. Szybko jednak się ściemniło, a moją jedyną zdobyczą był żuk.
Moi bracia i siostry szybko dorastali tak samo jak ja.
Lyra zmieniła się nie do poznania.
Corpe stał się jeszcze bardziej przerażający, ale zawsze o nas dbał. Najbardziej opiekuńczy stał się wtedy, gdy ojciec pewnego dnia nie powrócił...
Canaya prawie nic się nie zmieniła. Dalej była tak piękna jak wcześniej.
Od kiedy nauczyłam się latać, wiedziałam, że to mój żywioł. Robiłam manewry i tańce w powietrzu. Czułam, że żyję.
Niedługo później matka powiedziała, że czas, by każdy poszedł we własną stronę. Pożegnała nas słowami "Dorośliście i nie będę się już wami opiekować. Życie pełnią życia i w szczęściu." po czym odleciała. Wiedziałam, że było jej ciężko. Moje rodzeństwo jednak nie pokazywało takich uczuć jak się spodziewałam. Mimo miłości, jaką się darzyliśmy, wszyscy odlecieli bez słowa. Zostałam sama w gnieździe nie wiedząc co zrobić. Postanowiłam polecieć przed siebie próbując od czegoś zacząć.
Po jakimś czasie spotkałam jakiegoś smoka.
Dziwnie się uśmiechał i patrzył równie podejrzanie.
-Witaaaj.-Powiedział z uśmiechem.
-Cz-cześć.-Powiedziałam.-Jestem Tarumi. A pan?
-Och, mów mi po imieniu. Jestem Conety.
-Bardzo mi miło.-Uśmiechnęłam się. Zignorował moją wypowiedź.
-Co cię tu sprowadza, mała?
-N-niedawno opuściłam gniazdo i nie wiem za bardzo co robić...
-Ach...chodź ze mną, może mógłbym ci coś doradzić.-Coraz bardziej mi się to wszystko nie podobało, ale ciekawość była silniejsza. Jednak kiedy poczułam, że jest coś nie tak spróbowałam uciec po cichu, ale on mnie złapał.
-Gdzie się tak śpieszysz? Jeszcze nie doszliśmy.-Uśmiechnął się złowieszczo. Przy blasku księżyca jego pysk wyglądał jeszcze straszniej. Wyrwałam się i wzniosłam się w powietrze. W lataniu nikt nie może mnie pokonać. Wleciałam w wielki kanion. Najniebezpieczniejsze miejsce jakie znałam. Trzeba sporej zwinności i cudu, aby ominąć je przy takiej prędkości, z jaką leciałam. Jednak posiadałam obie te rzeczy. Kiedy byliśmy w środku, uderzyłam ogonem w jedną górę kamieni i wyminęłam ogromną skałę spadającą przez mój manewr. Conteyowi się nie udało. Wyleciałam z kanionu krzycząc:
-Wooooohooooo.-I wylądowałam na górce.
Wiatr delikatnie muskał moje łuski. Dopiero wtedy poczułam, że teraz jestem wolna na prawdę. Nie miałam już domu ani (według smoczej tradycji) rodziny. Mogłam lecieć gdzie chcę, rozmawiać z kim chcę i robić co chcę. Postanowiłam odkrywać krainy, których nie znałam i poznać zwierzęta, rasy, których nie znałam.
Obudziłam się z samego rana. Poranna rosa kapała na moją głowę. Rozejrzałam się wokół. Słońce jeszcze do końca nie wstało. Rozciągnęłam się, rozprostowałam skrzydła i wzbiłam się w powietrze. Kiedy dojrzałam jakiegoś stwora sporych rozmiarów, rzuciłam się na niego, zabiłam i zjadłam. Po posiłku znalazłam poidło i napiłam się porządnie. Zamierzałam lecieć przez ocean, a ocean, z opowieści mamy jest bardzo wielki i leci się przez wiele dni. Przez słoną wodę nie ma co pić, a przez brak lądu, także co jeść. Ale czym jest to dla smoka? Silne, ogromne skrzydła, dwa żołądki-jeden do przechowywania jedzenia, drugi do trawienia nie odłożonego. Tak samo z wodą. Smok jest też strasznie wytrzymały. Ma również ogromne szpony, jeszcze większe zęby, silny ogon i kolce, nie wspominając o łuskach, które są tak twarde, że nie przebije się przez nie nic.
Moje skrzydła łapały powietrze, a oczy wyłapywały różne obrazy. Poczułam w nozdrzach słony zapach. Zniżyłam lekko lot i dotknęłam skrzydłem wody. Zaczęłam muskać co jakiś czas łapą po tafli wody. Było pięknie. Ogon delikatnie stabilizował tor lotu. W uszach brzęczał mi tylko szum fal.
Kiedy nastała noc, zaczął padać deszcz i błyskały pioruny. Rozpętał się potworny sztorm. Kilka razy o mało nie spadłam, aż wzniosłam się tak wysoko, że wpadłam w chmury. Poprzez dużą zawartość wody w chmurach musiałam wznieść się wyżej. Zrobiłam to i nie pożałowałam. Wokół mnie unosiły się zagubione chmurki. Niebo miało kolor pomarańczowo różowy. Tutaj nie było burzy ani sztormu. Zaśmiałam się głośno wzniosłam się o pół metra i schowałam skrzydła spadając jakiś metr, po czym je rozłożyłam z powrotem. Zaśmiałam się głośno. Byłam szczęśliwa. Leciałam tak długi długi czas, aż nastał ranek. Wtedy zleciałam niżej. W tym momencie zobaczyłam coś dziwnego unoszącego się na wodzie. Było trochę większe ode mnie, a w środku biegały jakieś małe, dwunożne postacie. Zobaczyłam jak czymś we mnie mierzą i strzelają wielką siecią. Nie zdążyłam zrobić uniku. Sieć splotła moje skrzydła i runęłam na ziemię. Istoty zaczęły mnie wiązać strasznie mocnym sznurem zrobionym z metalu. Nałożyli mi coś na pysk i łapy. Nie mogłam się ruszać, ani otwierać pyska.
Zawieźli mnie do ciemnej i małej klatki i tam zostawili bez jedzenia i wody.
Jednak nie zamierzałam się poddać. Jestem smokiem. Najpotężniejszym stworzeniem na ziemi, a te małe istoty są niczym w porównaniu z moją siłą. Zaczęłam napierać z całej siły na liny. Szarpałam się na wszystkie strony i próbowałam ziać (przez moją magię) mrokiem. Sznury pękły, a ja mogłam zdjąć kajdany. Zburzyłam mur i wyleciałam. Istoty rzucały we mnie ostrymi patykami i strzelali z metalowych kii. Nie wiedzieli jednak, że moje skrzydła to cień w czystej (o ile tak można je nazwać) postaci i nic nie dały próby zrobienia w nich dziur. Zaśmiałam się i odleciałam. Teraz rozumiem w pełni słowo "wolność". Te kilka dni w kajdanach na prawdę były męczące. Zrobiłam kilka manewrów w powietrzu i poleciałam ile sił w skrzydłach przed siebie. Tak...skrzydła były dla mnie najważniejsze w ciele. Bez nich umarłabym.
Leciałam kilka godzin bez celu niedaleko brzegu. Wtedy zobaczyłam jego. Był piękny niczym wschód słońca, silny i nieposkromiony jak ocean i szybki jak wiatr. Dokładnie tak, jak ja.
Latał w powietrzu, jakby tańczył. Tak, jak ja. Zapragnęłam go poznać. Dogoniłam go najszybciej jak mogłam. Zdziwił się, że zdołałam. Zaczęliśmy rozmawiać. Kiedy się ściemniło, wylądowaliśmy i poszliśmy na skarpę. Tam się położyliśmy i kontynuowaliśmy rozmowę.
Był bardzo miły i od razu mi się spodobał. Niestety późnym wieczorem musieliśmy się rozejść. Sama nie wiem dlaczego wtedy poszliśmy do osobnych jaskiń po dwóch stronach wyspy. Jednak następnego dnia, ku naszemu zdziwieniu znów się spotkaliśmy. Cieszyłam się z tego spotkania. Lubiłam go coraz bardziej z każdą minutą. Po jakimś czasie, zaprosił mnie na skarpę, na której byliśmy w dniu naszego poznania. Tam wyznał mi miłość. Byłam bardzo szczęśliwa. Zamieszkaliśmy w jednej jaskini. Kilka miesięcy później, stworzyliśmy gniazdo, w którym były nasze jaja, które złożyłam.
Pewnej nocy, Cipri (bo tak miał na imię mój ukochany) nie wracał przez długi czas. Nie wiedziałam co robić, bo musiałam pilnować jaj. Szukałam go, jednak musiałam też mieć moją jaskinię na oku. Jednak, wiele nocy później, kiedy spałam do naszej jaskini zakradł się smoczy złodziej. Był on bardzo mały i wyglądał jak jaszczurka.
Był też niestety straszliwie szybki. Nikt nie biega tak szybko jak on. Kiedy się obudziłam, wynosił nasze ostatnie jajo. Zdążyłam je złapać, jednak reszta...przepadła bez śladu. Byłam zrozpaczona. Wzięłam jajo i poleciałam szukać Cipri. To był jedyny plus. Mogłam go szukać. Kiedy go znalazłam, był nieprzytomny. Miał ogromną ranę od walki z innym smokiem i stracił sporo krwi. Pytałam innych zwierząt o pomoc. Powiedziały, że udzielić jej może tylko smoczy szaman, który zwał się Royung. Powiedzieli, że mogę go znaleźć na północ stąd na kamiennym pustkowiu w jaskini. Udałam się więc tam. Ciężko było znaleźć jego jamę, ale okazało się, że gdy jestem zdenerwowana mogę widzieć ostrzej, dokładniej. Czym prędzej minęłam długi korytarz i położyłam Cipri u jego stóp. Błagałam go o pomoc. On powiedział tylko:
-Jeśli ukochanemu pomóc chcesz, grzywę mą czesz. Tam znajdziesz odpowiedź na pytanie cię dręczące, ale nim je zgadniesz, miną miesiące.-Nie bardzo rozumiałam staruszka, ale wzięłam coś podobnego do grzebienia i podeszłam do niego. On tylko się zaśmiał i odsunął.
-Nie o to mi chodziło, to był żart, wiem, nie miło.-Zdenerwowana już powiedziałam:
-Royung błagam, on umiera.-Staruszek spoważniał. Obejrzał dokładnie rany Cipriego, wziął jakąś kulę z malutkim smoczkiem w środku i wywinął językiem jak wąż. Spojrzał na mnie i dał mi kulę.
-Jeśli ocalić ukochanego chcesz, życie temu małemu odbierz.-Powiedział z powagą. Mały smok spojrzał na mnie. Nie wiedziałam co robić.
-Życie za życie, a zegar tyka, szybko, szybko, bo jego dusza zmyka.-Zacisnęłam powieki i rozbiłam szkło. Wzięłam malutkiego i odgryzłam mu głowę tak, by nie umierał w cierpieniu.
-Co teraz?-Zapytałam cicho.
-Krew ich połącz ze sobą, a może on zostanie z tobą.-Wycisnęłam z malucha wszystko co mogłam i wtarłam to dokładnie w rany Cipri. Nic się jednak nie wydarzyło. Zrozpaczona zapytałam:
-C-czemu nic się nie dzieje?-On odpowiedział ze smutkiem na pysku.
-Smok odszedł nim go tu przyniosłaś, jego dusza ukazała się mi kiedy dorosłaś.
-D-dorosłaś?
-Gdy zabiłaś małe smocze dorosłaś, porzuciłaś smoczek. Nie był on żywy, był iluzją, na niby. Udowodniłaś ile dla ciebie wart, dlatego dam ci ten dar.-Cipri zaczął zamieniać się w proch, który wylądował w małej buteleczce na łańcuszku. Staruszek dał mi naszyjnik
i powiedział:
-Od teraz Cipri będzie z tobą i pomoże, gdy poczujesz, że nie jesteś już sobą. Pomoże ci w potrzebie i spotkacie się, gdy wylądujesz już w niebie. Dbaj o wasze dziecię, jesteś dobrą matką, oboje się dowiecie...-Podziękowałam i odleciałam pełna smutku...szukając jaskini...innej niż tej, w której mieszkaliśmy...za dużo było w niej wspomnień...
Niedługo później z jajka zaczął się wykluwać mały smoczek.
A nim się obejrzałam, był już większy.
Był bardzo podobny do ojca. Na jego cześć, nazwałam synka Cipri. Tak jak jego ojciec. Mały był bardzo inteligentny, silny, szybki i dumny, a także waleczny. Codziennie chodziliśmy do lasu. Uczyłam go polować i latać. Kiedy był już starszy, zapytał:
-Mamo...właściwie, to dlaczego nie mam taty ani rodzeństwa? Widziałem gniazda innych smoków. Wszystkie miały więcej młodych...i oboje rodziców.- Usiadłam obok niego i powiedziałam cicho.
-Twój ojciec zmarł walcząc o nas. Zginął jako bohater. Szkoda tylko, że nikt poza nami tego nie wie.-Wierzyłam, że tak było.-Jednak pewien smok, zaatakował mnie w nocy po śmierci ojca i wykradł wszystkie jaja, oprócz jednego, którego obiecałam sobie bronić choćby za cenę własnego życia...i smocze, które się z niego wykluło, nazwałam jego imieniem.
-A więc tata miał na imię Cipri?
-Tak.-Uśmiechnęłam się nieznacznie.
-Jaki był tata?
-Był szybki, zwinny, silny, waleczny i opiekuńczy. Był...był...moim ideałem. A ty...odziedziczyłeś po nim wszystkie te cechy.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Poddajesz się? Jeszcze masz szansę. Wiesz, że nie masz ze mną szans!
-Chyba żartujesz!-Zaśmiał się szyderczo.
-No to dawaj!-Smok rzucił się na mnie i próbował powalić. Walnęłam go w głowę i machnęłam skrzydłem uderzając go w kark. Kiedy padł, przytrzymałam go i wybuchnęłam śmiechem.
-Widzisz?! Nigdy ze mną nie wygrałeś! Cienias!-Puściłam go i zaczęłam turlać się ze śmiechu. Podeszłam do mojej jaskini znajdującej się obok i dorysowałam kreskę jako kolejny punkt. Cała moja ściana była nimi zamalowana. Cipri uśmiechnął się i mnie przytulił z zaskoczenia.
Pisnęłam i próbowałam się wyrwać, ale on trzymał bardzo mocno. W końcu wywróciliśmy się i zlecieliśmy ze zbocza. Wpadliśmy do wody. Skorzystałam z okazji i uwolniłam się z jego uścisku. Uśmiechnął się, co odwzajemniłam i wylecieliśmy z wodnej toni. Zawirowaliśmy w powietrzu i usiedliśmy na skarpie. Po chwili ciszy zagaiłam:
-Wiesz...kilka ni temu stałeś się dorosły i samowystarczalny. Według tradycji smoków ja...
-Wiem matko...-Uśmiechnął się pocieszająco.-Dam sobie radę...-Przytulił mnie.
-Czy...jeszcze kiedyś się spotkamy?
-Na pewno.-Uśmiechnął się pokazując ząbki i odleciał jakby nigdy nic udając, że wciąż jest wesoły. Ja jednak nie umiałam udawać. Poczułam się tak samo kiedy opuszczałam gniazdo, tylko tysiąc razy gorzej...wtedy...po raz pierwszy poczułam łzę na policzku. Nim się obejrzałam, cała się nimi zalałam. Ukryłam pysk w łapach i pogrążyłam się w rozpaczy. Znów nie wiedziałam co ze sobą zrobić. pomyśleć, że zaledwie kilkadziesiąt lat temu się urodziłam...to było jak kilkadziesiąt minut...smoki...żyją znacznie dłużej. To, jest dopiero początek mojego życia...
Kiedy następnego dnia, łzy zniknęły, znalazłam drugą, podobną buteleczkę do tej, którą dostałam od szamana. Był w niej jakiś płyn...okazało się, że to moje łzy. Dziwne było to, że nie pamiętałam, abym je zbierała...znalazłam też liścik:
Usiadłam trochę dalej i zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy. W pewnym momencie powstało marzenie. Chciałam dotknąć gwiazd, stać się jedną z nich i świecić...świecić zawsze, co noc. Być blisko księżyca, pogrążona w ciemności, którą tak bardzo kochałam. Gwiazdy, nigdy nie przestaną świecić...kiedyś...po śmierci, zostanę gwiazdą...ale teraz...tak bardzo chcę ich dotknąć, dotknąć księżyca...wyskoczyłam jak najwyżej i zamachałam skrzydłami. Jak torpeda ruszyłam w górę, aż skały na których siedziałam runęły tonąc we wzburzonym morzu. Ale to mnie nie obchodziło. Ważne teraz było niebo. Leciałam cały czas, jak najwyżej z łapą wyciągniętą przed siebie. Poczułam chłód. Powietrze było coraz rzadsze. Z mojego pyska wylatywała para...jestem...tak...blisko...moje skrzydła zaczęły zamarzać. Coraz ciężej było nimi machać...moja łapa...już tak blisko...zaraz ich dosięgnę...obraz się zamazywał, a ja w końcu stanęłam. Próbowałam machać, ale lód oplatał całe moje ciało...zaczęłam spadać...obraz całkowicie pociemniał...przez przymknięte oczy widziałam jak księżyc i gwiazdy oddalają się z ogromną prędkością...o-odlatują? Nie...ja s-spadam...wtedy nastała ciemność...obudził mnie potworny ból, głośny trzask i pisk w uszach. Nie mogłam złapać oddechu, a moje plecy bolały jak nigdy dotąd...ja...spadłam? Błądziłam wzrokiem z półprzymkniętych powiek. To chyba był...las...kilka drzew leżało połamanych, a moje skrzydła...były ponabijane na gałęzie. Na całe szczęście buteleczki były całe. Spróbowałam wstać, jednak bez skutku. Kości były zmielone na proch...
Obudziłam się nad ranem...nie byłam pewna który to ranek od kiedy straciłam świadomość. Mruknęłam cicho...nie...dość...jestem smokiem...najsilniejszym stworzeniem na ziemi i nie powstrzyma mnie byle upadek...mimo bólu, wstałam. Wyjęłam gałęzie ze skrzydeł...okazało się, że nie są poważnie uszkodzone. Kości wciąż bolały. Każdy ruch. Łzy! Wzięłam jedną kroplę i połknęłam ją. Kości powoli się zrastały. Jednak nie zadziałałoby nawet to, gdybym nie była smokiem...wstałam, otrząsnęłam się i poszłam coś upolować. Kiedy zjadłam, z westchnieniem spojrzałam w niebo i ruszyłam przed siebie. Po jakimś czasie dotarłam do mglistego lasu...
Kiedy wylądowałam, usłyszałam szelest liści. Spojrzałam w górę i zobaczyłam leśnego smoka.
Obserwowałam go chwilę i zobaczyłam jak ląduje i podchodzi do innego smoka tej samej rasy.
Jest tu pełno tego typu smoków. Poszłam się przywitać. Bardzo miło mi się z nimi rozmawiało, aż zaczęli uciekać. Nie wiedziałam dlaczego, do momentu, aż zobaczyłam smoczycę dnia i nocy.
Smok podszedł do mnie i zapytał:
-Nie boisz się mnie?
-Dlaczego?
-Cytuję "Jej serce i pióra są ciemne jak noc, a mózg już dawno stał się mroczny. Jej oczy są jak gwiazdy, które dostrzegą wszystko, a łapy jak księżyc, co zsyła kary."... .
-Hmmmm....więc o mnie też powinni coś takiego ułożyć.-Uśmiechnęłam się.-Jestem bardziej przerażająca niż ty!
-Tu nie chodzi o wygląd!
-A o co?
-O czyny...
-Zabiłaś kogoś?
-Nie...po prostu jestem odludkiem...a plotki robią swoje.
-Ja tam nie wierzę w plotki.-Mruknęłam i odleciałam. Kiedy szłam dalej po lesie, zobaczyłam dziwnego smoka.
Wyglądał, jakby go pochłaniały ruchome piaski. Temu wszystkiemu przyglądał się inny smok, którego dojrzałam dopiero chwilę później.
Widząc, że nie zamierza mu pomóc, sama podleciałam do niego i chwyciłam go za łapy. Po wielu staraniach wyciągnęłam go. Kiedy mi się to udało, poczułam uderzenie w głowę i ciemność...
Kiedy się obudziłam, nikogo nie było. Poszłam na brzeg. Właśnie przylatywał przepiękny smok...
Kiedy jednak do mnie podleciał, zmienił postać...
Cofnęłam się o krok. Poczułam jak moje łuski zmieniają kolor. Znów zmieniłam ciało...smok rzucił się na mnie. Szamotaliśmy się jakiś czas, aż go powaliłam i pozbawiłam przytomności. Kiedy mi się to udało, poleciałam. W pewnym momencie poczułam przymus wylądowania. Posłuchałam go i znalazłam się na ziemi. Było tam stado smoków...
Postanowiłam się czym prędzej wycofać, ale biały smok mnie zauważył. Podszedł do mnie i powiedział:
-Musisz lecieć do wróżkowego lasu...-Szepnęła i poleciała. Zdziwiło mnie to, ale chciałam to sprawdzić...
Szukałam tego lasu przez tysiące lat, aż dotarłam...Kiedy byłam na miejscu, zobaczyłam smoka...bardzo dziwnego smoka...
-Od dziś drogi inne życia znajdziesz, jestem ciekaw jak daleko zajdziesz...-Kiedy to powiedział oślepił mnie blask i zemdlałam...
Kiedy się obudziłam, czułam się jakoś inaczej. Wszystko wokół mnie wydawało się większe...spojrzałam w lustro jeziora i nie uwierzyłam własnym oczom...byłam...dwunożnym...
Było mi zimno...nie wierzyłam w to, co się stało...dlaczego? Co złego zrobiłam? Żyłam przecież dobrze...nie zrobiłam nic złego...więc dlaczego? Błądziłam przez bardzo długi czas, aż zobaczyłam jakiś dom...byłam głodna i zmęczona. Ścisnęłam obie buteleczki wiszące na mojej szyi, zapukałam i upadłam...kiedy się obudziłam, chciałam wyjść, nie wiem po co tam pukałam...zobaczyłam, że mam ciemniejsze włosy. Nie prawie białe, ale niebieskie. Mężczyzna zdziwił się temu. Mówił, że żaden człowiek nie ma naturalnie niebieskich włosów...Później zdradził mi swoje imię...nazywał się Grey.
Była wiosna. Przez prześwitujące, chude skorupki jajka widziałam cienie. Cień mamy, który widywałam codziennie o tej samej porze i światło słońca. Było bardzo jasne, więc mama bardzo często je zakrywała, żeby mnie i moje rodzeństwo nie oślepiało. Jakiś czas później, kiedy w moim jajku zabrakło pożywienia, uznałam, że chyba już czas je opuścić. Bardzo długo się wahałam, a gdy postanowiłam wyjść, zauważyłam, że moje rodzeństwo już to zrobiło.
Lekko uderzyłam w skorupkę. Nic się nie wydarzyło, więc uderzyłam mocniej. Nadal nic. Naparłam na nie całą siłą, aż pojawiło się malutkie pęknięcie. Stukałam w nie, aż mi się udało. Gdy wyszłam, zobaczyłam, że wokół mnie trwa czarna i nieprzenikniona noc budząca grozę we wszystkim co żywe, oprócz mnie. Od razu polubiłam noc i poczułam, że należy do mnie.
Gdy tylko opuściłam mój malutki dom, który nie należał już do mnie, przywitała mnie cała moja rodzina. Miałam matkę, piękną i wspaniałą smoczycę, która zachwycała swym urokiem. Na imię miała Dayane.
Miałam też siostrę, wodną smoczycę. Dostojna i z gracją, tak jak matka. Nazwano ją Lyra.
Następnego zobaczyłam brata. Wyglądał jak nietoperz. Cichy i szybki, a także nie grzeszył wielkością. Wyglądał jak demon, z którym lepiej nie zadzierać, a imię jego brzmiało Corpe.
Miałam jeszcze siostrę. Była również piękna, ale dzika i szalona. Była prędka jak wiatr i uwielbiała znikać. Przedstawiała żywioł wiatru. Nazywała się Canaya.
Wtedy przyleciał mój ojciec. Był ogromny i budzący postrach we wszystkich. Był dumny i silny, a także rozważny. Zwano go Thorn.
Ja, w przeciwieństwie do mojej rodziny nie byłam piękna ani dostojna. Byłam wręcz słaba.
Następnego dnia, matka zabrała nas do lasu na ziemię. Ojca zazwyczaj nie było. Polował albo podróżował. Nigdy dokładnie się nie dowiedziałam.
Cały dzień ganialiśmy i bawiliśmy się. Ja jednak szybko znudziłam się zabawą i zaczęłam uczyć się polowania. Kiedy mama to zauważyła, schyliła się do mnie i zaczęła dawać mi rady. Szybko jednak się ściemniło, a moją jedyną zdobyczą był żuk.
Moi bracia i siostry szybko dorastali tak samo jak ja.
Lyra zmieniła się nie do poznania.
Corpe stał się jeszcze bardziej przerażający, ale zawsze o nas dbał. Najbardziej opiekuńczy stał się wtedy, gdy ojciec pewnego dnia nie powrócił...
Canaya prawie nic się nie zmieniła. Dalej była tak piękna jak wcześniej.
Od kiedy nauczyłam się latać, wiedziałam, że to mój żywioł. Robiłam manewry i tańce w powietrzu. Czułam, że żyję.
Niedługo później matka powiedziała, że czas, by każdy poszedł we własną stronę. Pożegnała nas słowami "Dorośliście i nie będę się już wami opiekować. Życie pełnią życia i w szczęściu." po czym odleciała. Wiedziałam, że było jej ciężko. Moje rodzeństwo jednak nie pokazywało takich uczuć jak się spodziewałam. Mimo miłości, jaką się darzyliśmy, wszyscy odlecieli bez słowa. Zostałam sama w gnieździe nie wiedząc co zrobić. Postanowiłam polecieć przed siebie próbując od czegoś zacząć.
Po jakimś czasie spotkałam jakiegoś smoka.
Dziwnie się uśmiechał i patrzył równie podejrzanie.
-Witaaaj.-Powiedział z uśmiechem.
-Cz-cześć.-Powiedziałam.-Jestem Tarumi. A pan?
-Och, mów mi po imieniu. Jestem Conety.
-Bardzo mi miło.-Uśmiechnęłam się. Zignorował moją wypowiedź.
-Co cię tu sprowadza, mała?
-N-niedawno opuściłam gniazdo i nie wiem za bardzo co robić...
-Ach...chodź ze mną, może mógłbym ci coś doradzić.-Coraz bardziej mi się to wszystko nie podobało, ale ciekawość była silniejsza. Jednak kiedy poczułam, że jest coś nie tak spróbowałam uciec po cichu, ale on mnie złapał.
-Gdzie się tak śpieszysz? Jeszcze nie doszliśmy.-Uśmiechnął się złowieszczo. Przy blasku księżyca jego pysk wyglądał jeszcze straszniej. Wyrwałam się i wzniosłam się w powietrze. W lataniu nikt nie może mnie pokonać. Wleciałam w wielki kanion. Najniebezpieczniejsze miejsce jakie znałam. Trzeba sporej zwinności i cudu, aby ominąć je przy takiej prędkości, z jaką leciałam. Jednak posiadałam obie te rzeczy. Kiedy byliśmy w środku, uderzyłam ogonem w jedną górę kamieni i wyminęłam ogromną skałę spadającą przez mój manewr. Conteyowi się nie udało. Wyleciałam z kanionu krzycząc:
-Wooooohooooo.-I wylądowałam na górce.
Wiatr delikatnie muskał moje łuski. Dopiero wtedy poczułam, że teraz jestem wolna na prawdę. Nie miałam już domu ani (według smoczej tradycji) rodziny. Mogłam lecieć gdzie chcę, rozmawiać z kim chcę i robić co chcę. Postanowiłam odkrywać krainy, których nie znałam i poznać zwierzęta, rasy, których nie znałam.
Obudziłam się z samego rana. Poranna rosa kapała na moją głowę. Rozejrzałam się wokół. Słońce jeszcze do końca nie wstało. Rozciągnęłam się, rozprostowałam skrzydła i wzbiłam się w powietrze. Kiedy dojrzałam jakiegoś stwora sporych rozmiarów, rzuciłam się na niego, zabiłam i zjadłam. Po posiłku znalazłam poidło i napiłam się porządnie. Zamierzałam lecieć przez ocean, a ocean, z opowieści mamy jest bardzo wielki i leci się przez wiele dni. Przez słoną wodę nie ma co pić, a przez brak lądu, także co jeść. Ale czym jest to dla smoka? Silne, ogromne skrzydła, dwa żołądki-jeden do przechowywania jedzenia, drugi do trawienia nie odłożonego. Tak samo z wodą. Smok jest też strasznie wytrzymały. Ma również ogromne szpony, jeszcze większe zęby, silny ogon i kolce, nie wspominając o łuskach, które są tak twarde, że nie przebije się przez nie nic.
Moje skrzydła łapały powietrze, a oczy wyłapywały różne obrazy. Poczułam w nozdrzach słony zapach. Zniżyłam lekko lot i dotknęłam skrzydłem wody. Zaczęłam muskać co jakiś czas łapą po tafli wody. Było pięknie. Ogon delikatnie stabilizował tor lotu. W uszach brzęczał mi tylko szum fal.
Kiedy nastała noc, zaczął padać deszcz i błyskały pioruny. Rozpętał się potworny sztorm. Kilka razy o mało nie spadłam, aż wzniosłam się tak wysoko, że wpadłam w chmury. Poprzez dużą zawartość wody w chmurach musiałam wznieść się wyżej. Zrobiłam to i nie pożałowałam. Wokół mnie unosiły się zagubione chmurki. Niebo miało kolor pomarańczowo różowy. Tutaj nie było burzy ani sztormu. Zaśmiałam się głośno wzniosłam się o pół metra i schowałam skrzydła spadając jakiś metr, po czym je rozłożyłam z powrotem. Zaśmiałam się głośno. Byłam szczęśliwa. Leciałam tak długi długi czas, aż nastał ranek. Wtedy zleciałam niżej. W tym momencie zobaczyłam coś dziwnego unoszącego się na wodzie. Było trochę większe ode mnie, a w środku biegały jakieś małe, dwunożne postacie. Zobaczyłam jak czymś we mnie mierzą i strzelają wielką siecią. Nie zdążyłam zrobić uniku. Sieć splotła moje skrzydła i runęłam na ziemię. Istoty zaczęły mnie wiązać strasznie mocnym sznurem zrobionym z metalu. Nałożyli mi coś na pysk i łapy. Nie mogłam się ruszać, ani otwierać pyska.
Zawieźli mnie do ciemnej i małej klatki i tam zostawili bez jedzenia i wody.
Jednak nie zamierzałam się poddać. Jestem smokiem. Najpotężniejszym stworzeniem na ziemi, a te małe istoty są niczym w porównaniu z moją siłą. Zaczęłam napierać z całej siły na liny. Szarpałam się na wszystkie strony i próbowałam ziać (przez moją magię) mrokiem. Sznury pękły, a ja mogłam zdjąć kajdany. Zburzyłam mur i wyleciałam. Istoty rzucały we mnie ostrymi patykami i strzelali z metalowych kii. Nie wiedzieli jednak, że moje skrzydła to cień w czystej (o ile tak można je nazwać) postaci i nic nie dały próby zrobienia w nich dziur. Zaśmiałam się i odleciałam. Teraz rozumiem w pełni słowo "wolność". Te kilka dni w kajdanach na prawdę były męczące. Zrobiłam kilka manewrów w powietrzu i poleciałam ile sił w skrzydłach przed siebie. Tak...skrzydła były dla mnie najważniejsze w ciele. Bez nich umarłabym.
Leciałam kilka godzin bez celu niedaleko brzegu. Wtedy zobaczyłam jego. Był piękny niczym wschód słońca, silny i nieposkromiony jak ocean i szybki jak wiatr. Dokładnie tak, jak ja.
Latał w powietrzu, jakby tańczył. Tak, jak ja. Zapragnęłam go poznać. Dogoniłam go najszybciej jak mogłam. Zdziwił się, że zdołałam. Zaczęliśmy rozmawiać. Kiedy się ściemniło, wylądowaliśmy i poszliśmy na skarpę. Tam się położyliśmy i kontynuowaliśmy rozmowę.
Był bardzo miły i od razu mi się spodobał. Niestety późnym wieczorem musieliśmy się rozejść. Sama nie wiem dlaczego wtedy poszliśmy do osobnych jaskiń po dwóch stronach wyspy. Jednak następnego dnia, ku naszemu zdziwieniu znów się spotkaliśmy. Cieszyłam się z tego spotkania. Lubiłam go coraz bardziej z każdą minutą. Po jakimś czasie, zaprosił mnie na skarpę, na której byliśmy w dniu naszego poznania. Tam wyznał mi miłość. Byłam bardzo szczęśliwa. Zamieszkaliśmy w jednej jaskini. Kilka miesięcy później, stworzyliśmy gniazdo, w którym były nasze jaja, które złożyłam.
Pewnej nocy, Cipri (bo tak miał na imię mój ukochany) nie wracał przez długi czas. Nie wiedziałam co robić, bo musiałam pilnować jaj. Szukałam go, jednak musiałam też mieć moją jaskinię na oku. Jednak, wiele nocy później, kiedy spałam do naszej jaskini zakradł się smoczy złodziej. Był on bardzo mały i wyglądał jak jaszczurka.
Był też niestety straszliwie szybki. Nikt nie biega tak szybko jak on. Kiedy się obudziłam, wynosił nasze ostatnie jajo. Zdążyłam je złapać, jednak reszta...przepadła bez śladu. Byłam zrozpaczona. Wzięłam jajo i poleciałam szukać Cipri. To był jedyny plus. Mogłam go szukać. Kiedy go znalazłam, był nieprzytomny. Miał ogromną ranę od walki z innym smokiem i stracił sporo krwi. Pytałam innych zwierząt o pomoc. Powiedziały, że udzielić jej może tylko smoczy szaman, który zwał się Royung. Powiedzieli, że mogę go znaleźć na północ stąd na kamiennym pustkowiu w jaskini. Udałam się więc tam. Ciężko było znaleźć jego jamę, ale okazało się, że gdy jestem zdenerwowana mogę widzieć ostrzej, dokładniej. Czym prędzej minęłam długi korytarz i położyłam Cipri u jego stóp. Błagałam go o pomoc. On powiedział tylko:
-Jeśli ukochanemu pomóc chcesz, grzywę mą czesz. Tam znajdziesz odpowiedź na pytanie cię dręczące, ale nim je zgadniesz, miną miesiące.-Nie bardzo rozumiałam staruszka, ale wzięłam coś podobnego do grzebienia i podeszłam do niego. On tylko się zaśmiał i odsunął.
-Nie o to mi chodziło, to był żart, wiem, nie miło.-Zdenerwowana już powiedziałam:
-Royung błagam, on umiera.-Staruszek spoważniał. Obejrzał dokładnie rany Cipriego, wziął jakąś kulę z malutkim smoczkiem w środku i wywinął językiem jak wąż. Spojrzał na mnie i dał mi kulę.
-Jeśli ocalić ukochanego chcesz, życie temu małemu odbierz.-Powiedział z powagą. Mały smok spojrzał na mnie. Nie wiedziałam co robić.
-Życie za życie, a zegar tyka, szybko, szybko, bo jego dusza zmyka.-Zacisnęłam powieki i rozbiłam szkło. Wzięłam malutkiego i odgryzłam mu głowę tak, by nie umierał w cierpieniu.
-Co teraz?-Zapytałam cicho.
-Krew ich połącz ze sobą, a może on zostanie z tobą.-Wycisnęłam z malucha wszystko co mogłam i wtarłam to dokładnie w rany Cipri. Nic się jednak nie wydarzyło. Zrozpaczona zapytałam:
-C-czemu nic się nie dzieje?-On odpowiedział ze smutkiem na pysku.
-Smok odszedł nim go tu przyniosłaś, jego dusza ukazała się mi kiedy dorosłaś.
-D-dorosłaś?
-Gdy zabiłaś małe smocze dorosłaś, porzuciłaś smoczek. Nie był on żywy, był iluzją, na niby. Udowodniłaś ile dla ciebie wart, dlatego dam ci ten dar.-Cipri zaczął zamieniać się w proch, który wylądował w małej buteleczce na łańcuszku. Staruszek dał mi naszyjnik
i powiedział:
-Od teraz Cipri będzie z tobą i pomoże, gdy poczujesz, że nie jesteś już sobą. Pomoże ci w potrzebie i spotkacie się, gdy wylądujesz już w niebie. Dbaj o wasze dziecię, jesteś dobrą matką, oboje się dowiecie...-Podziękowałam i odleciałam pełna smutku...szukając jaskini...innej niż tej, w której mieszkaliśmy...za dużo było w niej wspomnień...
Niedługo później z jajka zaczął się wykluwać mały smoczek.
A nim się obejrzałam, był już większy.
Był bardzo podobny do ojca. Na jego cześć, nazwałam synka Cipri. Tak jak jego ojciec. Mały był bardzo inteligentny, silny, szybki i dumny, a także waleczny. Codziennie chodziliśmy do lasu. Uczyłam go polować i latać. Kiedy był już starszy, zapytał:
-Mamo...właściwie, to dlaczego nie mam taty ani rodzeństwa? Widziałem gniazda innych smoków. Wszystkie miały więcej młodych...i oboje rodziców.- Usiadłam obok niego i powiedziałam cicho.
-Twój ojciec zmarł walcząc o nas. Zginął jako bohater. Szkoda tylko, że nikt poza nami tego nie wie.-Wierzyłam, że tak było.-Jednak pewien smok, zaatakował mnie w nocy po śmierci ojca i wykradł wszystkie jaja, oprócz jednego, którego obiecałam sobie bronić choćby za cenę własnego życia...i smocze, które się z niego wykluło, nazwałam jego imieniem.
-A więc tata miał na imię Cipri?
-Tak.-Uśmiechnęłam się nieznacznie.
-Jaki był tata?
-Był szybki, zwinny, silny, waleczny i opiekuńczy. Był...był...moim ideałem. A ty...odziedziczyłeś po nim wszystkie te cechy.-Uśmiechnęłam się do niego.
*Kilka lat później*
Leciałam w powietrzu z szybkością wiatru. Robiłam zwroty i przewroty. Byłam niepokonana. Zanurkowałam w chmurach, a kiedy z nich wyleciałam, ich cząsteczki towarzyszyły mi jeszcze przez chwilę. Wtedy pewien smok wleciał na mnie od dołu i popchnął lekko. Uśmiechnęłam się szyderczo i przyśpieszyłam. Przewróciłam się na plecy i dałam się ponieść grawitacji. Kiedy znalazłam się pod chmurami, odwróciłam się znów na normalną pozycję lotu. Po chwili jednak złożyłam skrzydła i przygotowałam się do lądowania. Kiedy moje łapy dotknęły ziemi, poczułam jego obecność. Mruknęłam groźnie i stanęłam w pozycji bojowej. On się uśmiechnął i zrobił to samo.
Uśmiechnęłam się lekceważąco, przewróciłam głową, bym wyglądała jakbym chciała go uwieść i zapytałam z tym uśmieszkiem:-Poddajesz się? Jeszcze masz szansę. Wiesz, że nie masz ze mną szans!
-Chyba żartujesz!-Zaśmiał się szyderczo.
-No to dawaj!-Smok rzucił się na mnie i próbował powalić. Walnęłam go w głowę i machnęłam skrzydłem uderzając go w kark. Kiedy padł, przytrzymałam go i wybuchnęłam śmiechem.
-Widzisz?! Nigdy ze mną nie wygrałeś! Cienias!-Puściłam go i zaczęłam turlać się ze śmiechu. Podeszłam do mojej jaskini znajdującej się obok i dorysowałam kreskę jako kolejny punkt. Cała moja ściana była nimi zamalowana. Cipri uśmiechnął się i mnie przytulił z zaskoczenia.
Pisnęłam i próbowałam się wyrwać, ale on trzymał bardzo mocno. W końcu wywróciliśmy się i zlecieliśmy ze zbocza. Wpadliśmy do wody. Skorzystałam z okazji i uwolniłam się z jego uścisku. Uśmiechnął się, co odwzajemniłam i wylecieliśmy z wodnej toni. Zawirowaliśmy w powietrzu i usiedliśmy na skarpie. Po chwili ciszy zagaiłam:
-Wiesz...kilka ni temu stałeś się dorosły i samowystarczalny. Według tradycji smoków ja...
-Wiem matko...-Uśmiechnął się pocieszająco.-Dam sobie radę...-Przytulił mnie.
-Czy...jeszcze kiedyś się spotkamy?
-Na pewno.-Uśmiechnął się pokazując ząbki i odleciał jakby nigdy nic udając, że wciąż jest wesoły. Ja jednak nie umiałam udawać. Poczułam się tak samo kiedy opuszczałam gniazdo, tylko tysiąc razy gorzej...wtedy...po raz pierwszy poczułam łzę na policzku. Nim się obejrzałam, cała się nimi zalałam. Ukryłam pysk w łapach i pogrążyłam się w rozpaczy. Znów nie wiedziałam co ze sobą zrobić. pomyśleć, że zaledwie kilkadziesiąt lat temu się urodziłam...to było jak kilkadziesiąt minut...smoki...żyją znacznie dłużej. To, jest dopiero początek mojego życia...
Kiedy następnego dnia, łzy zniknęły, znalazłam drugą, podobną buteleczkę do tej, którą dostałam od szamana. Był w niej jakiś płyn...okazało się, że to moje łzy. Dziwne było to, że nie pamiętałam, abym je zbierała...znalazłam też liścik:
"Smocze łzy są potężniejsze od czegokolwiek. Smoki nie umieją płakać od tak..."
Nie miałam pojęcia o co chodzi...od czego potężniejsze? Jako lek? Broń? Magia? Westchnęłam i zawiesiłam go obok buteleczki z prochami Cipriego. Spojrzałam na moją jaskinię i z obojętnością na pysku odleciałam...
Po jakimś czasie lotu, poczułam nagłą potrzebę wylądowania. Pokierowałam się nią i wylądowałam w jakimś lesie. Szłam przez jakiś czas, aż zobaczyłam coś niezwykłego.
-Myślałam, że one wyginęły...-Szepnęłam. Wtedy on się zatrzymał i spojrzał w moją stronę. Patrzył tak chwilę i mruknął machając głową, żeby za mną poszedł. Ruszyłam więc. Zaprowadził mnie do pewnego źródła. Zajrzałam do niego. Poczułam ruch moich łusek i zmianę w wyglądzie. Przejrzałam się znowu. Wyglądałam...inaczej...a-ale dlaczego on mnie tu zaprowadził? Dlaczego zmienił wygląd? Już miałam go o to spytać, kiedy zobaczyłam jak lecąca strzała trafia go w serce. Rozejrzałam się. Zobaczyłam dwunożnych. Wściekła ruszyłam w ich stronę.
Pogrążyłam ich w ciemności. Byli otumanieni, ale zaczęli uciekać. Wzięłam jelenia w łapy. Nie wiedziałam co robić. Strzała przebiła jego serce. Rośliny zaczęły go pochłaniać. Oderwałam je od niego i chwyciłam buteleczkę z moimi łzami. Spuściłam jedną kroplę na jego ranę zaraz po wyjęciu strzały. Zobaczyłam jak wszystko się leczy. Poczułam jak przybieram swoją postać. Jeleń wstał, otrząsnął się i spojrzał na mnie. Stał chwilę w zadumie i ukłonił się. Zrobiłam to samo. Dotknął mojego czoła. Poczułam jak rozpala całe moje ciało. W tym momencie otrzymałam dar od płonącego jelenia. Jest to bardzo rzadki dar, tak samo jak smocze łzy. Podziękowałam mu. Nie zdążyłam zapytać dlaczego akurat mnie zaprowadził do magicznego źródła i o co chodziło z tą przemianą ale on ukłonił się i uciekł. Pozostało mi tylko lecieć dalej. Kiedy przyszła noc, wylądowałam na skarpie.Usiadłam trochę dalej i zaczęłam wpatrywać się w gwiazdy. W pewnym momencie powstało marzenie. Chciałam dotknąć gwiazd, stać się jedną z nich i świecić...świecić zawsze, co noc. Być blisko księżyca, pogrążona w ciemności, którą tak bardzo kochałam. Gwiazdy, nigdy nie przestaną świecić...kiedyś...po śmierci, zostanę gwiazdą...ale teraz...tak bardzo chcę ich dotknąć, dotknąć księżyca...wyskoczyłam jak najwyżej i zamachałam skrzydłami. Jak torpeda ruszyłam w górę, aż skały na których siedziałam runęły tonąc we wzburzonym morzu. Ale to mnie nie obchodziło. Ważne teraz było niebo. Leciałam cały czas, jak najwyżej z łapą wyciągniętą przed siebie. Poczułam chłód. Powietrze było coraz rzadsze. Z mojego pyska wylatywała para...jestem...tak...blisko...moje skrzydła zaczęły zamarzać. Coraz ciężej było nimi machać...moja łapa...już tak blisko...zaraz ich dosięgnę...obraz się zamazywał, a ja w końcu stanęłam. Próbowałam machać, ale lód oplatał całe moje ciało...zaczęłam spadać...obraz całkowicie pociemniał...przez przymknięte oczy widziałam jak księżyc i gwiazdy oddalają się z ogromną prędkością...o-odlatują? Nie...ja s-spadam...wtedy nastała ciemność...obudził mnie potworny ból, głośny trzask i pisk w uszach. Nie mogłam złapać oddechu, a moje plecy bolały jak nigdy dotąd...ja...spadłam? Błądziłam wzrokiem z półprzymkniętych powiek. To chyba był...las...kilka drzew leżało połamanych, a moje skrzydła...były ponabijane na gałęzie. Na całe szczęście buteleczki były całe. Spróbowałam wstać, jednak bez skutku. Kości były zmielone na proch...
Obudziłam się nad ranem...nie byłam pewna który to ranek od kiedy straciłam świadomość. Mruknęłam cicho...nie...dość...jestem smokiem...najsilniejszym stworzeniem na ziemi i nie powstrzyma mnie byle upadek...mimo bólu, wstałam. Wyjęłam gałęzie ze skrzydeł...okazało się, że nie są poważnie uszkodzone. Kości wciąż bolały. Każdy ruch. Łzy! Wzięłam jedną kroplę i połknęłam ją. Kości powoli się zrastały. Jednak nie zadziałałoby nawet to, gdybym nie była smokiem...wstałam, otrząsnęłam się i poszłam coś upolować. Kiedy zjadłam, z westchnieniem spojrzałam w niebo i ruszyłam przed siebie. Po jakimś czasie dotarłam do mglistego lasu...
Kiedy wylądowałam, usłyszałam szelest liści. Spojrzałam w górę i zobaczyłam leśnego smoka.
Obserwowałam go chwilę i zobaczyłam jak ląduje i podchodzi do innego smoka tej samej rasy.
Jest tu pełno tego typu smoków. Poszłam się przywitać. Bardzo miło mi się z nimi rozmawiało, aż zaczęli uciekać. Nie wiedziałam dlaczego, do momentu, aż zobaczyłam smoczycę dnia i nocy.
Smok podszedł do mnie i zapytał:
-Nie boisz się mnie?
-Dlaczego?
-Cytuję "Jej serce i pióra są ciemne jak noc, a mózg już dawno stał się mroczny. Jej oczy są jak gwiazdy, które dostrzegą wszystko, a łapy jak księżyc, co zsyła kary."... .
-Hmmmm....więc o mnie też powinni coś takiego ułożyć.-Uśmiechnęłam się.-Jestem bardziej przerażająca niż ty!
-Tu nie chodzi o wygląd!
-A o co?
-O czyny...
-Zabiłaś kogoś?
-Nie...po prostu jestem odludkiem...a plotki robią swoje.
-Ja tam nie wierzę w plotki.-Mruknęłam i odleciałam. Kiedy szłam dalej po lesie, zobaczyłam dziwnego smoka.
Wyglądał, jakby go pochłaniały ruchome piaski. Temu wszystkiemu przyglądał się inny smok, którego dojrzałam dopiero chwilę później.
Widząc, że nie zamierza mu pomóc, sama podleciałam do niego i chwyciłam go za łapy. Po wielu staraniach wyciągnęłam go. Kiedy mi się to udało, poczułam uderzenie w głowę i ciemność...
Kiedy się obudziłam, nikogo nie było. Poszłam na brzeg. Właśnie przylatywał przepiękny smok...
Kiedy jednak do mnie podleciał, zmienił postać...
Cofnęłam się o krok. Poczułam jak moje łuski zmieniają kolor. Znów zmieniłam ciało...smok rzucił się na mnie. Szamotaliśmy się jakiś czas, aż go powaliłam i pozbawiłam przytomności. Kiedy mi się to udało, poleciałam. W pewnym momencie poczułam przymus wylądowania. Posłuchałam go i znalazłam się na ziemi. Było tam stado smoków...
Postanowiłam się czym prędzej wycofać, ale biały smok mnie zauważył. Podszedł do mnie i powiedział:
-Musisz lecieć do wróżkowego lasu...-Szepnęła i poleciała. Zdziwiło mnie to, ale chciałam to sprawdzić...
Szukałam tego lasu przez tysiące lat, aż dotarłam...Kiedy byłam na miejscu, zobaczyłam smoka...bardzo dziwnego smoka...
-Od dziś drogi inne życia znajdziesz, jestem ciekaw jak daleko zajdziesz...-Kiedy to powiedział oślepił mnie blask i zemdlałam...
Kiedy się obudziłam, czułam się jakoś inaczej. Wszystko wokół mnie wydawało się większe...spojrzałam w lustro jeziora i nie uwierzyłam własnym oczom...byłam...dwunożnym...
Było mi zimno...nie wierzyłam w to, co się stało...dlaczego? Co złego zrobiłam? Żyłam przecież dobrze...nie zrobiłam nic złego...więc dlaczego? Błądziłam przez bardzo długi czas, aż zobaczyłam jakiś dom...byłam głodna i zmęczona. Ścisnęłam obie buteleczki wiszące na mojej szyi, zapukałam i upadłam...kiedy się obudziłam, chciałam wyjść, nie wiem po co tam pukałam...zobaczyłam, że mam ciemniejsze włosy. Nie prawie białe, ale niebieskie. Mężczyzna zdziwił się temu. Mówił, że żaden człowiek nie ma naturalnie niebieskich włosów...Później zdradził mi swoje imię...nazywał się Grey.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























































