Nienawidził mnie...wiedziałam o tym...kiedy zamykałam drzwi, po policzkach spływały mi strumienie łez. Zakryłam je jednak tak, że ich nie widział...zawsze był dla mnie taki miły, zawsze mi pomagał i był moim przyjacielem...a to wszystko...tłumił w sobie nienawiść...do mnie? Jak ciężko musiało mu być?
W nocy nie spałam. Cały czas z oczu lał mi się wodospad łez. Nawet Feliksowi nie udało się mnie pocieszyć. Postanowiłam nie sprawiać bólu Greyowi i uciec. Nie musiałam się pakować. Zamieniłam się w kota i wyskoczyłam oknem. Kazałam Feliksowi zostać i nikomu nic nie mówić. Kazałam mu powiedzieć, że spał kiedy to się wydarzyło. Już miał tęsknotę w oczach.
Błąkałam się po lesie przez bardzo długi czas, aż nad ranem zobaczyła mnie jakaś staruszka. Wyglądałam jak bezdomne kocię, a osobnik nie znający magii nic nie mógł podejrzewać. Przygarnęła mnie. Na imię miała Gertruda. Bardzo o mnie dbała i pielęgnowała. Byłam u niej kilka miesięcy, aż zaczęła dziwić się, że strasznie wolno rosnę. Poszła ze mną do weterynarza, który stwierdził, że moja rasa jest taka mała całe życie. Mało brakowało, a sama bym w to uwierzyła. Mieszkałam u niej całą zimę, która wkrótce nastąpiła. W nocy czasami się odmieniałam i płakałam. Bardzo tęskniłam za mamą, Greyem, Indie, Feliksem, Haru, Catelyn, Kinayem...ale wiedziałam, że Grey jest teraz szczęśliwszy...
<Co dalej?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz